Dzień dobry.
Zapraszam dziś na kromkę pysznego domowego chleba. Na zakwasie oczywiście :)
Pieczywo, które jest proste w wykonaniu i zachwyci nie jedno podniebienie. Czy trzeba namawiać kogoś jeszcze do wypieku własnoręcznie wyrobionego chleba??? Mam nadzieję, że nie!
Zapraszam!
Składniki na zaczyn:
- 3 łyżki aktywnego zakwasu razowego
- 2 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
- 2 łyżki mąki żytniej
- 250 ml wody
Składniki zaczynu mieszamy ze sobą. Będzie on dość rzadki ale taki ma właśnie być. Odstawiam na 12 h.
Po 12 h dodaję do zaczynu 2 łyżki mąki pszennej chlebowej. Mieszam i odkładam, aż wyraźnie podrośnie. Mi zajęło to 3 godziny.
Ciasto właściwe:
- cały zaczyn
- 500 dag mąki pszennej chlebowej
- 110 ml wody
- 1,5 łyżeczki soli
Mąkę wsypuję do miski, dodaję sól i mieszam. Do mąki dodaję zaczyn i wodę. Wyrabiam ciasto ręcznie przez 10 minut. Po tym czasie formuję na okrągło i odastawiam na 3 godziny. Przez ten czas nasz przyszły chleb trzeba odgazować 3 razy, czyli co godzinę.
Teraz czas uformować bochenek i odstawić do ostatecznego wyrośnięcia w koszyku do chleba. Czas ten to ok 3h.
Chleb piekłam na nagrzanym garnku żeliwnym. Garnek nagrzałam w temperaturze 250 stopnii, grzanie góra-dół. Przełożony chlen trzeba naciąć dowolnie. Najpierw pieczemy przez 20 minut w zamkniętym garnku w 250 stopniach, potem zmniejszam temperaturę do 200 stopni, odkrywam garnek, piekę 10 minut i znów zmniejszam do 170 i dopiekam na brązowy kolor.
niedziela, 22 września 2019
Rustykalny chleb na zakwasie
Etykiety:
chleb,
chleb domowy,
chleb pszenny,
chleb rustykalny,
chleb w garnku żeliwnym,
mąka chlebowa,
mąka pszenna pełnoziarnista,
mąka żytnia
sobota, 7 września 2019
Chleb "samo zdrowie"
Dzień dobry.
Dawno nie było i nowego przepisu i przepisu na chleb. Dziś więc nadrabiam obie sprawy na raz i będzie zupełnie nowy przepis na chleb. Bochenek na zakwasie, pełen zdrowia. Z duż ilością ulubionych nasion, z mąką pełnoziarnistą i żytnią. Polecam każdemu. Podpowiem, że z pomidorem smakuje wyśmienicie :)
Zapraszam!
Zaczyn:
- 3 łyżki zakwasu razowego
- 3 łyżki mąki żytniej
- 3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
- 1 szklanka chłodnej przegotowanej wody
Wszystko razem mieszam i odstawiam na blacie do fermentacji na 16 h.
Ciasto chlebowe:
- cały zaczyn
- 1 szklanka mąki pszennej chlebowej
- 1 szklanka mąki żytniej
- 1 szklanka mąki pszennej z chlebowej
- 1 szklanka ulubionych ziaren (u mnie słonecznik, dynia, chia, siemie lniane)
- 1 łyżeczka soli
- 2 szklanki wody (ilość zależna od tego ile mąka nam zabierze)
Wszystkie składniki na ciasto łączę ze sobą w misce. Najpierw makę mieszam z solą, dodaję ziarna i na końcu wodę. Casto będzie dość luźne, o takiej konsystencji, że nie da się wyrabiać go ręcznie na blacie. Pierwsze mieszanie to 5 minut. Odstawiam ciasto, aby odpoczęło 20 minut i znów mieszam ok. 6 minut.
Formę smaruję olejem i wysypuję mąką razową. Przekładam ciasto i odstawiam, aż wyrośnie i podwoi swoją objętość.
Wyrośnięty chleb piekę na funkcji góra-dół. Najpierw temperatura 220 stopni, przez 15 minut, potem dopiekam w 170 stopniach przez 25-30 minut. Aż bochenek się ładnie zrumieni i wypiecze.
Dawno nie było i nowego przepisu i przepisu na chleb. Dziś więc nadrabiam obie sprawy na raz i będzie zupełnie nowy przepis na chleb. Bochenek na zakwasie, pełen zdrowia. Z duż ilością ulubionych nasion, z mąką pełnoziarnistą i żytnią. Polecam każdemu. Podpowiem, że z pomidorem smakuje wyśmienicie :)
Zapraszam!
Zaczyn:
- 3 łyżki zakwasu razowego
- 3 łyżki mąki żytniej
- 3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
- 1 szklanka chłodnej przegotowanej wody
Wszystko razem mieszam i odstawiam na blacie do fermentacji na 16 h.
Ciasto chlebowe:
- cały zaczyn
- 1 szklanka mąki pszennej chlebowej
- 1 szklanka mąki żytniej
- 1 szklanka mąki pszennej z chlebowej
- 1 szklanka ulubionych ziaren (u mnie słonecznik, dynia, chia, siemie lniane)
- 1 łyżeczka soli
- 2 szklanki wody (ilość zależna od tego ile mąka nam zabierze)
Wszystkie składniki na ciasto łączę ze sobą w misce. Najpierw makę mieszam z solą, dodaję ziarna i na końcu wodę. Casto będzie dość luźne, o takiej konsystencji, że nie da się wyrabiać go ręcznie na blacie. Pierwsze mieszanie to 5 minut. Odstawiam ciasto, aby odpoczęło 20 minut i znów mieszam ok. 6 minut.
Formę smaruję olejem i wysypuję mąką razową. Przekładam ciasto i odstawiam, aż wyrośnie i podwoi swoją objętość.
Wyrośnięty chleb piekę na funkcji góra-dół. Najpierw temperatura 220 stopni, przez 15 minut, potem dopiekam w 170 stopniach przez 25-30 minut. Aż bochenek się ładnie zrumieni i wypiecze.
Etykiety:
chleb,
chleb mieszany,
chleb na zakwasie,
chleb pszenno-żytni,
chleb samo zdrowie,
chleb z ziarnami,
chleb żytni,
domowe pieczywo,
domowy chleb,
na kolację,
na śniadanie
sobota, 17 sierpnia 2019
Domowy keczup. Najpyszniejszy i bardzo prosty.
Dzień dobry.
Wreszcie mam więcej czasu i mogę wrzucić nowy przepis. Będzie na prawdę bardzo prosto, będzie pysznie i domowo, a co najważniejsze zdrowo :)
Zapraszam na przygotowanie domowego keczupu, który pięknie pachnie i wyśmienicie smakuje.
Składniki:
- ok. 2,5l gotowego domowego przecieru pomidorowego (u mnie przecież z czarnych pomidorów)
- 2 liście laurowe
- 4 ziela angielskie
- 60 ml octu jabłkowego
- garść suszonych śliwek
- mała garść suszonej żurawiny
- 1 średnia cebula
- 5 ząbków czosnku
- sól, pieprz, cukier (opcjonalnie), suszony tymianek i czosnek, słodka papryka - wszystko do smaku
Do garnka z przecierem dodaję wszystkie składniki oprócz przypraw. Cebulę i czosnek kroję w mniejsze kawałki, to samo śliwki. Całość usawiam na najmniejszym ogniu i powolutku gotuję, aż warzywa i suszone owoce zmiękną i właściwie się rozpadną. Całość w tym czasie mocno się zredukuje i tak na prawdę od Was zależy, jaki będzie gęsty Wasz keczup. Ja gość długo odparowywałam, bo lubię kiedy jest na prawdę gęsty.
Kiedy konsystencja jest właściwa, doprawiam wszystko solą, pieprzem i tyminakiem. Dodaję jeszcze odrobinę suszonej słodkiej papryki i jeśli uznam, że jest za mało czosnkowy to suszony czosnek.
Dodanie cukru jest opcjonalne, wszystko zależy ile słodyczy dadzą śliwki i żurawina.
Doprawiony keczup przecieram dokładnie przez sitko i rozlewam do małych słoiczków.
Pasteryzuję 20 minut.
Wreszcie mam więcej czasu i mogę wrzucić nowy przepis. Będzie na prawdę bardzo prosto, będzie pysznie i domowo, a co najważniejsze zdrowo :)
Zapraszam na przygotowanie domowego keczupu, który pięknie pachnie i wyśmienicie smakuje.
Składniki:
- ok. 2,5l gotowego domowego przecieru pomidorowego (u mnie przecież z czarnych pomidorów)
- 2 liście laurowe
- 4 ziela angielskie
- 60 ml octu jabłkowego
- garść suszonych śliwek
- mała garść suszonej żurawiny
- 1 średnia cebula
- 5 ząbków czosnku
- sól, pieprz, cukier (opcjonalnie), suszony tymianek i czosnek, słodka papryka - wszystko do smaku
Do garnka z przecierem dodaję wszystkie składniki oprócz przypraw. Cebulę i czosnek kroję w mniejsze kawałki, to samo śliwki. Całość usawiam na najmniejszym ogniu i powolutku gotuję, aż warzywa i suszone owoce zmiękną i właściwie się rozpadną. Całość w tym czasie mocno się zredukuje i tak na prawdę od Was zależy, jaki będzie gęsty Wasz keczup. Ja gość długo odparowywałam, bo lubię kiedy jest na prawdę gęsty.
Kiedy konsystencja jest właściwa, doprawiam wszystko solą, pieprzem i tyminakiem. Dodaję jeszcze odrobinę suszonej słodkiej papryki i jeśli uznam, że jest za mało czosnkowy to suszony czosnek.
Dodanie cukru jest opcjonalne, wszystko zależy ile słodyczy dadzą śliwki i żurawina.
Doprawiony keczup przecieram dokładnie przez sitko i rozlewam do małych słoiczków.
Pasteryzuję 20 minut.
niedziela, 21 lipca 2019
Pierogi z jagodami, z palonym masłem i cukrem dark muscovado
Dzień dobry.
Przyszedł wreszcie czas na jagody. W tym roku, przynajmniej w moich okolicach, nie jest ich zbyt dużo. Upalny czerwiec i brak deszczu zrobiły w lasach swoje. Jagody nie są zbyt duże i zbieranie ich to jednak długi proces, dlatego cena na targach i ryneczkach za litr przyprawia niektórych o wytrzeszcz oczu. Może przyszły sezon będzie dla nas łaskawszy.
Jagody dorwałam i ja :) Wiadomo, że na pierwszy ogień pójdą pierogi. Bez tego nie ma lata.
Proponuję podać je w towarzystwie palonego masła i posypać odrobiną mojego ulubionego cukru dark muscovado. Gwarantuje niebo w gębie, pierożki rozpływają się w ustach, a smak jagód miesza się z orzechowym smakiem masła... Coś niesamowitego!
Zapraszam :)
Składniki na ciasto:
- przesiane dwa standardowe sitka mąki (ja tak odmierzam mąkę na ciasto, wsypuję ją do sitka i przesiewam do miski)
- czubata łyżeczka masła
- gorąca woda ok. 300 ml
- szczypta soli
Moje ciasto robię trochę na oko. W zasadzie to na oko dla postronnych, bo dla mnie to są sprawdzone proporcje, aby ciasto wyszło delikatne, miękkie i elastyczne.
Przesiewam mąkę do miski, dodaję sól i mieszam wszystko razem. Do kubka z gorącą wodą dodaję masło i czekam, aż się rozpuści. Trwa to chwilę, mieszam aby się połączyło z wodą i powoli porcjami na 2-3 razy dodaję zawartość kubka do miski. Wlewając wodę, od razu mieszam mąkę drewnianą łyżką i obserwuję jak zachowuje się moje ciasto. Dopiero kiedy zaczyna się zbierać w grudki, odkładam łyżkę i ręką zarabiam ciasto. Cały czas kontroluję jego konsystencję. Do tej ilości mąki zużyłam ok. 300 ml wody, ale jej ilość może się wahać w zależności od rodzaju użytej do wyrobu pierogów mąki.
Ciasto wyrabiam ręcznie ładnych kilka minut, ma być elastyczne, gładkie i miękkie. Co najważniejsze, ono nie wymaga, abym podsypywała je już mąką. Wyrobione ciasto odstawiam przykryte ściereczką na 20 minut, aby odpoczęło.
Jagody na nadzienie:
- 1 litr jagód
- mąka
Oczyszczone i umyte jagody, odsączam na sicie i tuż przez nałożeniem ich na ciasto posypuję je i mieszam z mąką.
Wypoczęte ciasto na pierogi dzielę na dwie części i rozwałkowuję dość cienko. Okręgiem wycinam krążki i nadziewam obficie jagodami. Dokładnie zlepiam brzegi, aby nic się nie rozkleiło.
W czasie kiedy lepię pierogi, wstawiam już na ogień wodę ze szczyptą soli, aby się zagotowała.
Kiedy woda wrze wrzucam partiami gotowe pierożki i zagotowuję je, od drugiego wrzenia zmniejszam ogień i czekam ok. 3-4 minut, aby były gotowe.
Palone masło:
Ok. 100 g masła wkładam na małą patelnię i podgrzewam, aż nabierze ono brązowego koloru i będzie orzechowo pachnieć. Trwa to kilka minut i trzeba pilnowac tego procesu, żeby masło się nie spaliło. Najpierw masło się spieni, może strzelać i pryskać, a dopiero potem zacznie nabierać odpowiedniej barwy i smaku. Wtedy proces pogrzewania trzeba szybko przerwać - zlewam masło do miseczki.
Gotowe pierogi układam na talerzu, polewam obficie planym masłem i posypuję niewielką ilością cukru darc muscowado. Dla smaku i koloru dodaję jeszcze młode listki melisy.
Obiad, jak dla mnie, palce lizać :)
Przyszedł wreszcie czas na jagody. W tym roku, przynajmniej w moich okolicach, nie jest ich zbyt dużo. Upalny czerwiec i brak deszczu zrobiły w lasach swoje. Jagody nie są zbyt duże i zbieranie ich to jednak długi proces, dlatego cena na targach i ryneczkach za litr przyprawia niektórych o wytrzeszcz oczu. Może przyszły sezon będzie dla nas łaskawszy.
Jagody dorwałam i ja :) Wiadomo, że na pierwszy ogień pójdą pierogi. Bez tego nie ma lata.
Proponuję podać je w towarzystwie palonego masła i posypać odrobiną mojego ulubionego cukru dark muscovado. Gwarantuje niebo w gębie, pierożki rozpływają się w ustach, a smak jagód miesza się z orzechowym smakiem masła... Coś niesamowitego!
Zapraszam :)
Składniki na ciasto:
- przesiane dwa standardowe sitka mąki (ja tak odmierzam mąkę na ciasto, wsypuję ją do sitka i przesiewam do miski)
- czubata łyżeczka masła
- gorąca woda ok. 300 ml
- szczypta soli
Moje ciasto robię trochę na oko. W zasadzie to na oko dla postronnych, bo dla mnie to są sprawdzone proporcje, aby ciasto wyszło delikatne, miękkie i elastyczne.
Przesiewam mąkę do miski, dodaję sól i mieszam wszystko razem. Do kubka z gorącą wodą dodaję masło i czekam, aż się rozpuści. Trwa to chwilę, mieszam aby się połączyło z wodą i powoli porcjami na 2-3 razy dodaję zawartość kubka do miski. Wlewając wodę, od razu mieszam mąkę drewnianą łyżką i obserwuję jak zachowuje się moje ciasto. Dopiero kiedy zaczyna się zbierać w grudki, odkładam łyżkę i ręką zarabiam ciasto. Cały czas kontroluję jego konsystencję. Do tej ilości mąki zużyłam ok. 300 ml wody, ale jej ilość może się wahać w zależności od rodzaju użytej do wyrobu pierogów mąki.
Ciasto wyrabiam ręcznie ładnych kilka minut, ma być elastyczne, gładkie i miękkie. Co najważniejsze, ono nie wymaga, abym podsypywała je już mąką. Wyrobione ciasto odstawiam przykryte ściereczką na 20 minut, aby odpoczęło.
Jagody na nadzienie:
- 1 litr jagód
- mąka
Oczyszczone i umyte jagody, odsączam na sicie i tuż przez nałożeniem ich na ciasto posypuję je i mieszam z mąką.
Wypoczęte ciasto na pierogi dzielę na dwie części i rozwałkowuję dość cienko. Okręgiem wycinam krążki i nadziewam obficie jagodami. Dokładnie zlepiam brzegi, aby nic się nie rozkleiło.
W czasie kiedy lepię pierogi, wstawiam już na ogień wodę ze szczyptą soli, aby się zagotowała.
Kiedy woda wrze wrzucam partiami gotowe pierożki i zagotowuję je, od drugiego wrzenia zmniejszam ogień i czekam ok. 3-4 minut, aby były gotowe.
Palone masło:
Ok. 100 g masła wkładam na małą patelnię i podgrzewam, aż nabierze ono brązowego koloru i będzie orzechowo pachnieć. Trwa to kilka minut i trzeba pilnowac tego procesu, żeby masło się nie spaliło. Najpierw masło się spieni, może strzelać i pryskać, a dopiero potem zacznie nabierać odpowiedniej barwy i smaku. Wtedy proces pogrzewania trzeba szybko przerwać - zlewam masło do miseczki.
Gotowe pierogi układam na talerzu, polewam obficie planym masłem i posypuję niewielką ilością cukru darc muscowado. Dla smaku i koloru dodaję jeszcze młode listki melisy.
Obiad, jak dla mnie, palce lizać :)
Etykiety:
bez mięsa,
cukier dark muscovado,
jagody,
letni obiad,
na obiad,
na podwieczorek,
na słodko,
obiad,
palone masło,
pierogi,
pierogi z jagodami
środa, 3 lipca 2019
Szybkie warzywne leczo wg Czarodziejki
Dzień dobry.
Kiedy na dobre zacznie się warzywny sezon i kiedy mam już dostęp do dobrej jakości pomidorów malinowych, biorę się za przygotowanie lecza, które w sam raz spisuje się letnie upalnie dni.
Robi się je szybko i tak na prawdę do tej bazy, którą tu zaprezentuje można dodać wszystkie warzywa, jakie są pod ręką - kalafior, szparagi, fasolę... co tylko lubimy :)
Dla lubiących mięso, można dodać kiełbaskę albo kurczaka. Ja uwielbiam to danie, kiedy jest tylko warzywne ale można je urozmaicać na różne sposoby :)
Zapraszam!
Składniki:
- 2 średnie cebule
- 2 średnie cukinie
- 3 papryki (każda w innym kolorze)
- 3 mięsiste, duże pomidory malinowe
- 0,5 kg pieczarek
- 0,5 kg szpinaku
- sól, pieprz i kilka ząbków czosnku do smaku
- garść siekanych ulubonych świeżych ziół - ja doprawiam oregano, tymiankiem, bazylią i majerankiem
- 2 łyżki oleju rzepakowego
Wszystkie warzywa trzeba umyć, cukinię i pieczarki obrać. Warzywa kroję w niezbyt małe kawałki bo lubię kedy składniki lecza są widoczne. Koleno wrzucam je na olej. Zaczynam od cebuli, potem papryka i cukinia. Do warzyw wkrajam pomidory, nie zdejmuje z nich skóry tylko duszę w garnku z warzywami na małym ogniu . Kiedy wszystko się poddusi dodaję szpinak, przyprawy, czosnek i zioła. Trzymam na ogniu jeszcze ok 10-15 minut i moje jarskie leczo jest gotowe.
Kiedy na dobre zacznie się warzywny sezon i kiedy mam już dostęp do dobrej jakości pomidorów malinowych, biorę się za przygotowanie lecza, które w sam raz spisuje się letnie upalnie dni.
Robi się je szybko i tak na prawdę do tej bazy, którą tu zaprezentuje można dodać wszystkie warzywa, jakie są pod ręką - kalafior, szparagi, fasolę... co tylko lubimy :)
Dla lubiących mięso, można dodać kiełbaskę albo kurczaka. Ja uwielbiam to danie, kiedy jest tylko warzywne ale można je urozmaicać na różne sposoby :)
Zapraszam!
Składniki:
- 2 średnie cebule
- 2 średnie cukinie
- 3 papryki (każda w innym kolorze)
- 3 mięsiste, duże pomidory malinowe
- 0,5 kg pieczarek
- 0,5 kg szpinaku
- sól, pieprz i kilka ząbków czosnku do smaku
- garść siekanych ulubonych świeżych ziół - ja doprawiam oregano, tymiankiem, bazylią i majerankiem
- 2 łyżki oleju rzepakowego
Wszystkie warzywa trzeba umyć, cukinię i pieczarki obrać. Warzywa kroję w niezbyt małe kawałki bo lubię kedy składniki lecza są widoczne. Koleno wrzucam je na olej. Zaczynam od cebuli, potem papryka i cukinia. Do warzyw wkrajam pomidory, nie zdejmuje z nich skóry tylko duszę w garnku z warzywami na małym ogniu . Kiedy wszystko się poddusi dodaję szpinak, przyprawy, czosnek i zioła. Trzymam na ogniu jeszcze ok 10-15 minut i moje jarskie leczo jest gotowe.
Etykiety:
bez miesa,
gulasz warzywny,
jarskie leczo,
leczo,
leczo warzywne,
na ciepło,
na kolację,
na obiad,
pomidor,
warzywa
czwartek, 27 czerwca 2019
Truskawkowy czekodżem wg Czarodziejki
Lato nie odpuszcza :) Skorzystałam ostatnio z możliwości i wybrałam się na samodzielne zbieranie truskawek na plantację mieszczącą się niedaleko mnie.
Miejsce z polecenia, więc grzech nie skorzystać :) Uzbierałam ponad 30 kg truskawek, a jakieś 2 zjadłam w trakcie zbiorów...
Zrobiłam kompoty, nastawiłam nalewkę, trochę także zamroziłam, no i powstał jeszcze dżem, z dodatkiem kakao i na prawdę niewielką ilością cukru.
Robi się go prosto i jest pyszny :) W sam raz na chlebek, do naleśników i ciast i deserów....
Zapraszam!
- 3 kg truskawek
- 4 łyżki kakao
- 5-6 łyżek cukru (można więcej, ja lubię mniej słodkie słoiczki)
Do garnka o grubym dnie wrzucam truskawki i gotuję na niewielkim ogniu, aż się rozpadną i wyparuje z nich woda. Tak na prawdę gęstość naszego dżemu regulujemy sami. Tak po około godzinnym powolnym gotowaniu dodałam cukier i kiedy truskawki były dla mnie wystarczająco gęste dodałam kakao i dokłądnie wymieszałam, aby nie było grudek. Prażyłam to wszystko jeszcze jakieś 20-30 minut i gorące przełożyłam do wypażonych słoiczków.
Ja dla pewności zawsze pasteryzuje dżemy. Czas to 15-20 minut.
Miejsce z polecenia, więc grzech nie skorzystać :) Uzbierałam ponad 30 kg truskawek, a jakieś 2 zjadłam w trakcie zbiorów...
Zrobiłam kompoty, nastawiłam nalewkę, trochę także zamroziłam, no i powstał jeszcze dżem, z dodatkiem kakao i na prawdę niewielką ilością cukru.
Robi się go prosto i jest pyszny :) W sam raz na chlebek, do naleśników i ciast i deserów....
Zapraszam!
- 3 kg truskawek
- 4 łyżki kakao
- 5-6 łyżek cukru (można więcej, ja lubię mniej słodkie słoiczki)
Do garnka o grubym dnie wrzucam truskawki i gotuję na niewielkim ogniu, aż się rozpadną i wyparuje z nich woda. Tak na prawdę gęstość naszego dżemu regulujemy sami. Tak po około godzinnym powolnym gotowaniu dodałam cukier i kiedy truskawki były dla mnie wystarczająco gęste dodałam kakao i dokłądnie wymieszałam, aby nie było grudek. Prażyłam to wszystko jeszcze jakieś 20-30 minut i gorące przełożyłam do wypażonych słoiczków.
Ja dla pewności zawsze pasteryzuje dżemy. Czas to 15-20 minut.
Etykiety:
bez mięsta,
czekodżem,
czekoladowy dżem truskawkowy,
domowe przetwory,
dżem,
kakao,
lato zamknięte w słoiczku,
na słodko,
truskawki
piątek, 21 czerwca 2019
Pasta z wędzonego dorsza.
Dziś szybka i prosta propozycja na letnią kolację - pasta rybna. Tym razem z wędzonego dorsza. Uwielbiam zajadać ją z dodatkiem koktajlowych pomidorków i na chrupiących grzankach.
Zapraszam!
Składniki:
- 1 średni wędzony dorsz
- pół średniej cebuli
- 6 suszonych pomidorków
- 2-3 łyżeczki posiekanego koperku
- 2 korniszony
- 2 łyżeczki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
- pieprz, suszony czosnek do smaku
Mięso ryby trzeba oddzielić od ości. Cebulkę siekam w drobną kostkę, to samo robę z korniszonami. Pomidorki także kroję w kostkę. Wszystko mieszam ze sobą dodajać koperek, pieprz i suszony czosnek do smaku. Ryba była dość słona, więc ja pominęłam już dodatkową sól.
Całość odstawiam na pól godziny, żeby się przegryzło, a potem to już tylko uczta :)
Zapraszam!
Składniki:
- 1 średni wędzony dorsz
- pół średniej cebuli
- 6 suszonych pomidorków
- 2-3 łyżeczki posiekanego koperku
- 2 korniszony
- 2 łyżeczki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
- pieprz, suszony czosnek do smaku
Mięso ryby trzeba oddzielić od ości. Cebulkę siekam w drobną kostkę, to samo robę z korniszonami. Pomidorki także kroję w kostkę. Wszystko mieszam ze sobą dodajać koperek, pieprz i suszony czosnek do smaku. Ryba była dość słona, więc ja pominęłam już dodatkową sól.
Całość odstawiam na pól godziny, żeby się przegryzło, a potem to już tylko uczta :)
Etykiety:
dorsz,
dorsz wędzony,
koperek,
korniszon,
na kolację,
na śniadanie,
pasta rybna,
pasta z drosza z suszonymi pomidorami,
pasta z wędzonego dorsza,
ryba,
ryba wędzona
poniedziałek, 17 czerwca 2019
Botwinka do słoików na zimę, przepis II
Witajcie.
Wysiałam dużo buraczków w tym roku w ogórdku i zrobiłam to bardzo za gęsto... wiem, wiem, moja wina :) Dziś poprzerywałam je i okazało się, że wyszła mi wielka reklamówa młodziutkiej i kruchej botwiny, która aż się prosi o włożenie jej w słoiczki, by zimą cieszyć się pysznymi zupami.
Już publikowałam tu przepis na botwinę w słoikach. W tym roku jednak podaję drugi raz, bo został nieco zmodyfikowany, dodałam do słoików baldachy kopru i domowy suszony czosek w płatkach. Będzie jeszcze bardziej aromatycznie.
Zapraszam!
Składniki:
- botwina, ilość według uznania
- płątki suszonego czosnku
- baldachy kopru
- sól
- domowy zakwas (jeśli nie macie zakwasu, można zaprawić słoiki zakwaszoną wodą)
Botwinkę najpierw moczę w zimnej wodzie, potem myję ją i przebieram. Buraczki, które już zdążyły się rozwinąć obieram ze skóry i kroję wszystko niezbyt drobno.
Przekładam ją do słoików, lekko ugniatając i na wierzch wkładam koper, po kilka płatków czosnku i dodaję po szczypcie soli. Tak gotowe słoiki zalewam domowym zakwasem buraczanym, do 3/4 wysokości.
Słoiki pasteryzuję przez 30 minut.
Wysiałam dużo buraczków w tym roku w ogórdku i zrobiłam to bardzo za gęsto... wiem, wiem, moja wina :) Dziś poprzerywałam je i okazało się, że wyszła mi wielka reklamówa młodziutkiej i kruchej botwiny, która aż się prosi o włożenie jej w słoiczki, by zimą cieszyć się pysznymi zupami.
Już publikowałam tu przepis na botwinę w słoikach. W tym roku jednak podaję drugi raz, bo został nieco zmodyfikowany, dodałam do słoików baldachy kopru i domowy suszony czosek w płatkach. Będzie jeszcze bardziej aromatycznie.
Zapraszam!
Składniki:
- botwina, ilość według uznania
- płątki suszonego czosnku
- baldachy kopru
- sól
- domowy zakwas (jeśli nie macie zakwasu, można zaprawić słoiki zakwaszoną wodą)
Botwinkę najpierw moczę w zimnej wodzie, potem myję ją i przebieram. Buraczki, które już zdążyły się rozwinąć obieram ze skóry i kroję wszystko niezbyt drobno.
Przekładam ją do słoików, lekko ugniatając i na wierzch wkładam koper, po kilka płatków czosnku i dodaję po szczypcie soli. Tak gotowe słoiki zalewam domowym zakwasem buraczanym, do 3/4 wysokości.
Słoiki pasteryzuję przez 30 minut.
Smacznie pozdrawiam :)
piątek, 14 czerwca 2019
Chleb pszenny z orzechami włoskimi.
Kolejny wypiek na zakwasie. Kolejny pomysł na urozmaicenie klasycznego pszennego pieczywa. Tym razem padło na włoskie orzechy, które nadały ciekawy smak i charakter bochenkowi.
Z uwagi na bardzo wysokie temperatury, zakwasy bombelkują bardzo szybko i w oka mgnieniu rosną w słoikach, to samo z ciastem chlebowym. Tak sobie myślę, że to jedyny plus tych upałów...
Chlebek bardzo prosty w wykonaniu, z chrupiącą, choć niegrubą skórką - na prawdę polecam. Objadłam się nim, tylko w towarzystwie prawdziwego masła i powiem, że nic więcej nie było mi potrzebne...
Zapraszam!
Zaczyn:
- 1 łyżka zakwasu żytniego
- 2 łyżki mąki pszennej chlebowej typ. 750
- woda do konsystencji śmietany
Składniki zaczynu mieszam w misce i odstawiam na noc do fermentacji.
Zaczyn II:
- zaczyn z nocy
- 3 łyżki mąki pszennej chlebowej typ. 750
- woda do konsystencji rzadkiej śmietany
Skłądniki znów ze sobą wymieszałam i dostawiłam na jakieś 2 godziny w dzień - przy tych upałach wystarczyło, aby wszystko mi mocno podskoczyło i zaczyn zmienił się w pięknie pachnącą, kwaskowatą bąbelkową masę :)
Ciasto właściwe:
- 0,5 kg mąki pszennej chlebowej
- gotowy zaczyn II
- 1 łyżeczka soli
- duża garść orzechów włoskich
- woda 300 ml
Mąkę pszesiewam, wsypuję sól i mieszam, dodaję zakwas, a do miski po zakwasie dolewam wodę i mieszając zbieram resztki zakwasu z jej ścianek. Wlewam do ciasta i zaczynam wyrabiać. Trwa to kilka minut. Ciasto ma być luźne, ale elastyczne.
Odstawiam na pół godziny i po tym czasie wyjmuję je na blat, podsypuję odrobiną mąki i znów wyrabiam przez jakieś 8 minut. Ciasto odpoczywa 1 h.
Do trzeciego wyrabiania dodaję orzechy - delikatnie rozpłaszczam ciasto i powoli wciskam je w jego fakturę. Składam ciasto na trzy i zarabiam spokojnie przez jakieś 5 minut. Odstawiam do odpoczynku na 1 h.
Czwarty, ostatni raz wyrabiam mój przyszły chleb - wyraźnie powinno być widać zmianę faktury ciasta. Jest delikatne ale plastyczne, a pod moimi dłońmi czuję pęcherze powietrza, które się w nim zebrały. Chleb wyrabiam jakieś 8 minut. Formuję podłużny bochenek i odstawiam do koszyka, do wyrośnięcia.
Rośnie szybko, bo jakieś niecałe 2 godziny.
Piękę go w temperaturze najpier 240 stopni, przez 30 minut, a potem dopiekam do zbrązownienia skórki przez ok. 10 minut w temperaturze 180 stopni.
Z uwagi na bardzo wysokie temperatury, zakwasy bombelkują bardzo szybko i w oka mgnieniu rosną w słoikach, to samo z ciastem chlebowym. Tak sobie myślę, że to jedyny plus tych upałów...
Chlebek bardzo prosty w wykonaniu, z chrupiącą, choć niegrubą skórką - na prawdę polecam. Objadłam się nim, tylko w towarzystwie prawdziwego masła i powiem, że nic więcej nie było mi potrzebne...
Zapraszam!
Zaczyn:
- 1 łyżka zakwasu żytniego
- 2 łyżki mąki pszennej chlebowej typ. 750
- woda do konsystencji śmietany
Składniki zaczynu mieszam w misce i odstawiam na noc do fermentacji.
Zaczyn II:
- zaczyn z nocy
- 3 łyżki mąki pszennej chlebowej typ. 750
- woda do konsystencji rzadkiej śmietany
Skłądniki znów ze sobą wymieszałam i dostawiłam na jakieś 2 godziny w dzień - przy tych upałach wystarczyło, aby wszystko mi mocno podskoczyło i zaczyn zmienił się w pięknie pachnącą, kwaskowatą bąbelkową masę :)
Ciasto właściwe:
- 0,5 kg mąki pszennej chlebowej
- gotowy zaczyn II
- 1 łyżeczka soli
- duża garść orzechów włoskich
- woda 300 ml
Mąkę pszesiewam, wsypuję sól i mieszam, dodaję zakwas, a do miski po zakwasie dolewam wodę i mieszając zbieram resztki zakwasu z jej ścianek. Wlewam do ciasta i zaczynam wyrabiać. Trwa to kilka minut. Ciasto ma być luźne, ale elastyczne.
Odstawiam na pół godziny i po tym czasie wyjmuję je na blat, podsypuję odrobiną mąki i znów wyrabiam przez jakieś 8 minut. Ciasto odpoczywa 1 h.
Do trzeciego wyrabiania dodaję orzechy - delikatnie rozpłaszczam ciasto i powoli wciskam je w jego fakturę. Składam ciasto na trzy i zarabiam spokojnie przez jakieś 5 minut. Odstawiam do odpoczynku na 1 h.
Czwarty, ostatni raz wyrabiam mój przyszły chleb - wyraźnie powinno być widać zmianę faktury ciasta. Jest delikatne ale plastyczne, a pod moimi dłońmi czuję pęcherze powietrza, które się w nim zebrały. Chleb wyrabiam jakieś 8 minut. Formuję podłużny bochenek i odstawiam do koszyka, do wyrośnięcia.
Rośnie szybko, bo jakieś niecałe 2 godziny.
Piękę go w temperaturze najpier 240 stopni, przez 30 minut, a potem dopiekam do zbrązownienia skórki przez ok. 10 minut w temperaturze 180 stopni.
Etykiety:
chleb,
chleb na zakwasie,
chleb pszenny,
chleb z orzechami włoskimi,
domowe pieczywo,
domowy chleb,
prosty chleb,
zakwa,
zakwas żytni
wtorek, 4 grudnia 2018
Domowe kandyzowane owoce wg Czarodziejki.
Dzień dobry.
Dzień dziś u mnie ciemny, deszczowy, zupełnie jakby nie grudzień. Pomyślałam sobie, że to dobry moment, aby rozchmurzyć go czymś pysznym. Ostatnio przemierzałam sklepowe półki i robiłam "przegląd" bakalii, a konkretnie tego, jaki mają skład. Przeraża mnie wszechobecna siarka i te wszystkie inne bonusy, pomyślałam więc sobie, że do tegorocznego świątecznego keksa sama przygotuję bakaliową wkładkę i w ten oto sposób wyczarowałam kandyzowanego ananasa i kiwi. I jak to bywa z przypadkami, bardzo często okazują się trafione w punkt, bo ananas i kiwi smakują obłędnie i wiem, że na tych owocach moja przygoda z kandyzowaniem się nie skończy :)
Zapraszam!
Składniki:
- 1 szklanka wody
- 1,5 szklanki cukru (zwykły biały)
- płaska łyżeczka octu (dałam jabłkowy)
- owoce, u mnie było pół niedużego ananasa, a druga porcja powstała z 4 owoców kiwi
Wodę i cukier wlewam do rondelka i wstawiam na gaz. Mieszam, aż składniki się połączą, cukier rozpuści i dodaję ocet. Ocet jest po to, aby owoce się nie rozpadły. Kiedy wszystko się zagotuje, zmniejszam ogień i wrzucam owoce. Ananas był pokrojony w kostkę, a kiwi w plastry. Oczywiście obie propozycje były robione oddzielnie.
Na małym ogniu owoce się "smażą", aż staną się szkliste i błyszczące, a cukrowy syrop porządnie je oblepi. Na przygotowane układam na papierze do pieczenia i wstawiam do piekarnika, żeby się obsuszyły. Trwało to u mnie jakieś 4 godziny z przerwami, temperatura piekarnika to 50 stopni, nie więcej.
Gotowe owoce są miękkie, lepkie i przepyszne. Właściwie tak mi posmakowały, że chętnie poprzerabiałabym w ten sposób wszystko co mi tylko wpadnie w łapki. Myślę, że do świąt nie jeden owoc wpadnie w mój rondelek.
Kandyzowane owoce przechowuje się w lodówce, w zamkniętym słoiczku.
Dzień dziś u mnie ciemny, deszczowy, zupełnie jakby nie grudzień. Pomyślałam sobie, że to dobry moment, aby rozchmurzyć go czymś pysznym. Ostatnio przemierzałam sklepowe półki i robiłam "przegląd" bakalii, a konkretnie tego, jaki mają skład. Przeraża mnie wszechobecna siarka i te wszystkie inne bonusy, pomyślałam więc sobie, że do tegorocznego świątecznego keksa sama przygotuję bakaliową wkładkę i w ten oto sposób wyczarowałam kandyzowanego ananasa i kiwi. I jak to bywa z przypadkami, bardzo często okazują się trafione w punkt, bo ananas i kiwi smakują obłędnie i wiem, że na tych owocach moja przygoda z kandyzowaniem się nie skończy :)
Zapraszam!
Składniki:
- 1 szklanka wody
- 1,5 szklanki cukru (zwykły biały)
- płaska łyżeczka octu (dałam jabłkowy)
- owoce, u mnie było pół niedużego ananasa, a druga porcja powstała z 4 owoców kiwi
Wodę i cukier wlewam do rondelka i wstawiam na gaz. Mieszam, aż składniki się połączą, cukier rozpuści i dodaję ocet. Ocet jest po to, aby owoce się nie rozpadły. Kiedy wszystko się zagotuje, zmniejszam ogień i wrzucam owoce. Ananas był pokrojony w kostkę, a kiwi w plastry. Oczywiście obie propozycje były robione oddzielnie.
Na małym ogniu owoce się "smażą", aż staną się szkliste i błyszczące, a cukrowy syrop porządnie je oblepi. Na przygotowane układam na papierze do pieczenia i wstawiam do piekarnika, żeby się obsuszyły. Trwało to u mnie jakieś 4 godziny z przerwami, temperatura piekarnika to 50 stopni, nie więcej.
Gotowe owoce są miękkie, lepkie i przepyszne. Właściwie tak mi posmakowały, że chętnie poprzerabiałabym w ten sposób wszystko co mi tylko wpadnie w łapki. Myślę, że do świąt nie jeden owoc wpadnie w mój rondelek.
Kandyzowane owoce przechowuje się w lodówce, w zamkniętym słoiczku.
Etykiety:
ananas,
bez konserwantów,
bez mięsa,
boże narodzenie,
do ciasta,
dodatki,
kandyzowane owoce,
kandyzowanie,
kiwi,
mała rzecz a cieszy,
na słodko,
przepisy Boże Narodzenie
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















