Witajcie.
Dziś przychodzę z pomysłem :) Suszyłam czosnek, suszyłam pomidory, lubczyk, robiłam domowe mieszanki przyprawowe, a dopiero teraz uświadomiłam sobie, że do tej suszonej rodzinki można przecież dodać jeszcze cebulę.
Pracy mało, nic trudnego, a zapasy i wykorzystanie wszechstronne.
To co, bierzemy się za robotę :)
Składniki:
- cebula, ilość wedle uznania, najlepsza oczywiście wyhodowana osobiście albo z pewnego źródła
- sól
Cebulę obieram i kroję albo w piórka, albo w kostkę. Układam na tackach wyłożonych papierem do pieczenia i posypuję odrobiną soli. Mieszam i wkładam do piekarnika.
Suszę w temperaturze między 80, a 100 stopni.
Gotową przekładam do słoiczków i szczelnie zakręcam. Używam do sałatek, dodaję do zup, sosów, pieczonych mięs - tak na prawdę wszędzie tam, gdzie uznam, że mi pasuje.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe przyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe przyprawy. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 listopada 2019
Suszona cebulka.
Etykiety:
cebula,
dodatki,
domowe przyprawy,
przyprawa,
suszona cebula
czwartek, 19 czerwca 2014
Cukier różany.
Bajecznie prosty w wykonaniu ale za to jak efektowny! Dla mnie to przede wszystkim taki retro akcent w kuchni, co jeszcze mocniej łechce mnie do jego wykonania.
Cukier różany, bo o nim mowa, służy mi jako dodatek do herbaty, jako element dekoracji do słodkości małych i dużych, aromatyzuje desery i przede wszystkim zachwyca oczy i zmysł powonienia :)
I jak wspomniałam wykonanie banalne, więc jeśli ktoś ma chęć, dostęp do płatków róż i chwilę czasu, to niech łapie się za wykonanie tego wspaniałego dodatku.
Składniki:
- 0,5 kg cukru kryształu
- 2 garście płatków róż
Zebrane, jędrne i dorodne, płatki róż trzeba oczyścić, czyli pozbawić ich tych białych części u nasady. Ja swoje zbieram w takim miejscu, że nie są narażone na zanieczyszczenia, więc po oczyszczeniu mogę je wrzucić do makutry i ucierać na drobno, na prawdę im drobniej tym lepiej. Do roztartych porządnie róż wsypuje cukier i delikatnie staram się wmieszać go w kwiatową masę. Nie ucieram już tego cukru, nie chcę, aby mi się rozpadł, mieszam silikonową łopatką tak długo, aż cukier zmieni barwę, a różana masa przestanie być zbita.
Są różne szkoły robienia cukru różanego. Wiem, że niektórzy suszą osobną płatki, potem je rozcierają i dopiero dodają cukier. Ja wolę jednak tą metodę.
Połączone kwiaty i cukier wysypuję na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i suszę. Warstwa ma być cienka. Ja swoje suszyłam na dworze, bo akurat było bardzo ciepło, nie wystawiałam jednak blaszki na słońce, tylko w półcień. Kilka razy tą mieszankę trzeba przeruszać, bo będzie się zbrylać. Nic dziwnego, utarte płatki są mokre :)
Gotowy, suchy dodatek przesypuję do słoiczka i używam, kiedy zajdzie potrzeba.
Cukier różany, bo o nim mowa, służy mi jako dodatek do herbaty, jako element dekoracji do słodkości małych i dużych, aromatyzuje desery i przede wszystkim zachwyca oczy i zmysł powonienia :)
I jak wspomniałam wykonanie banalne, więc jeśli ktoś ma chęć, dostęp do płatków róż i chwilę czasu, to niech łapie się za wykonanie tego wspaniałego dodatku.
Składniki:
- 0,5 kg cukru kryształu
- 2 garście płatków róż
Zebrane, jędrne i dorodne, płatki róż trzeba oczyścić, czyli pozbawić ich tych białych części u nasady. Ja swoje zbieram w takim miejscu, że nie są narażone na zanieczyszczenia, więc po oczyszczeniu mogę je wrzucić do makutry i ucierać na drobno, na prawdę im drobniej tym lepiej. Do roztartych porządnie róż wsypuje cukier i delikatnie staram się wmieszać go w kwiatową masę. Nie ucieram już tego cukru, nie chcę, aby mi się rozpadł, mieszam silikonową łopatką tak długo, aż cukier zmieni barwę, a różana masa przestanie być zbita.
Są różne szkoły robienia cukru różanego. Wiem, że niektórzy suszą osobną płatki, potem je rozcierają i dopiero dodają cukier. Ja wolę jednak tą metodę.
Połączone kwiaty i cukier wysypuję na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i suszę. Warstwa ma być cienka. Ja swoje suszyłam na dworze, bo akurat było bardzo ciepło, nie wystawiałam jednak blaszki na słońce, tylko w półcień. Kilka razy tą mieszankę trzeba przeruszać, bo będzie się zbrylać. Nic dziwnego, utarte płatki są mokre :)
Gotowy, suchy dodatek przesypuję do słoiczka i używam, kiedy zajdzie potrzeba.
Pozdrawiam na różano :)
Etykiety:
cukier różany,
dodatki,
domowe przyprawy,
małe co nieco
poniedziałek, 19 maja 2014
Moje domowe suszone pomidory.
Jakiś czas temu było o czosnku, a dziś będzie o pomidorach, suszonych pomidorach.
Jako, że sezon pomidorowy zbliża się powoli, chciałam pokazać jak przetwarzam to dobro, by móc cieszyć się nim w długie zimowe wieczory.
Składniki:
- pomidory
- sól
Zrywam z krzaka tylko takie nieduże pomidorki, patrzę, żeby były mniej więcej jednakowej wielkości.
Po umyciu pomidorów, kroję ja na połówki i małą łyżeczką wydrążam miąższ. Wydrążone połówki kroję jeszcze raz na pół. Wyjdą wtedy takie ładne pomidorowe łódeczki. Układam je na blasze przykrytej papierem do pieczenia i lekko solę. Tej soli na prawdę dałam tylko troszkę.
Blaszki ustawiałam na tarasie, na słońcu ale nie bezpośrednio, i w przewiewnym miejscu. Uwaga - jeśli słońce będzie zbyt mocne, to pomidory mogą się spalić, dlatego trzeba ich pilnować. Jak wspomniałam wyżej takie suszenie trochę trwa, mniej cierpliwym polecam piekarnik. Wtedy nagrzewam go do 90 stopni, termoobieg i suszę pomidorki przez kilak godzin.
Kiedy pomidory się ususzą, część zmielę w blenderze i przechowuję je w papierowej torebce. Część tak ususzonych pomidorków trafi do słoiczków z olejem i ziołami, a jeszcze inna ich część będzie mi służyła jako pomidorowe chipsy doprawione ziołami.
Nie będę ukrywać, że takie domowe suszenie pomidorów to nie mała porcja pracy, która pochłania sporą ilość czasu. Ale powiem jedno - dla domowych przetworów i wyrobów warto poświęcić nieco więcej wysiłku :)
Jako, że sezon pomidorowy zbliża się powoli, chciałam pokazać jak przetwarzam to dobro, by móc cieszyć się nim w długie zimowe wieczory.
Składniki:
- pomidory
- sól
Zrywam z krzaka tylko takie nieduże pomidorki, patrzę, żeby były mniej więcej jednakowej wielkości.
Po umyciu pomidorów, kroję ja na połówki i małą łyżeczką wydrążam miąższ. Wydrążone połówki kroję jeszcze raz na pół. Wyjdą wtedy takie ładne pomidorowe łódeczki. Układam je na blasze przykrytej papierem do pieczenia i lekko solę. Tej soli na prawdę dałam tylko troszkę.
Blaszki ustawiałam na tarasie, na słońcu ale nie bezpośrednio, i w przewiewnym miejscu. Uwaga - jeśli słońce będzie zbyt mocne, to pomidory mogą się spalić, dlatego trzeba ich pilnować. Jak wspomniałam wyżej takie suszenie trochę trwa, mniej cierpliwym polecam piekarnik. Wtedy nagrzewam go do 90 stopni, termoobieg i suszę pomidorki przez kilak godzin.
Kiedy pomidory się ususzą, część zmielę w blenderze i przechowuję je w papierowej torebce. Część tak ususzonych pomidorków trafi do słoiczków z olejem i ziołami, a jeszcze inna ich część będzie mi służyła jako pomidorowe chipsy doprawione ziołami.
Nie będę ukrywać, że takie domowe suszenie pomidorów to nie mała porcja pracy, która pochłania sporą ilość czasu. Ale powiem jedno - dla domowych przetworów i wyrobów warto poświęcić nieco więcej wysiłku :)
Pozdrawiam pomidorowo!
piątek, 16 maja 2014
Mój suszony lubczyk.
Pozostaje dalej w temacie domowych przypraw. Tym razem wzięłam się za lubczyk :)
Nazrywałam ostatnio jego całe mnóstwo. O tej porze roku, kiedy jest świeży, tak wspaniale pachnie. Pocieram listki palcami i aromat rozchodzi się wokół mnie, trwa na prawdę długo, a mój nos węszy za tym zapachem jak pies za kiełbasą.
Uwielbiam!
Ususzony będzie mi służył jako dodatek do zup, bulionów czy sosów, ale także do marynat dla mięsa i warzyw.
Zamrożę też sobie kilka takich gałązek, ale znaczna większość to będzie jednak suszona postać lubczyku.
Zapraszam!
Składniki:
- gałązki świeżego lubczyku, dużo gałązek :)
Lubczyk myję, osuszam na papierowym ręczniku i odrywam listki od grubych łodyg. Nie będę ich suszyła. Układam wszystko na tacce, na której leży papierowy ręcznik i wystawiam na ciepłe powietrze. Na pewno nie bezpośrednio na słońce, tak w półcieniu, gdzie lekko wieje wiaterek i osusza delikatnie lubczyk. Słońce popaliłoby delikatne listki i po wyschnięciu nie byłby już tak zielony.
Nie podam czasu suszenia, bo on jest zależy od pogody. Kilka razy w czasie tego procesu delikatnie mieszam zawartość tacki i obracam to, co ze spodu na wierzch, aby suszyło się równomiernie.
Kiedy lubczyk jest suchy mielę go drobno, można. też potłuc go w moździerzu. Co kto preferuje :)
Gałązki, których nie chciałam suszyć, wstawiam do chłodnej wody, do szklanki i przechowuję w lodówce. Używam ich na bieżąco przy przygotowywaniu np. bulionów.
Nazrywałam ostatnio jego całe mnóstwo. O tej porze roku, kiedy jest świeży, tak wspaniale pachnie. Pocieram listki palcami i aromat rozchodzi się wokół mnie, trwa na prawdę długo, a mój nos węszy za tym zapachem jak pies za kiełbasą.
Uwielbiam!
Ususzony będzie mi służył jako dodatek do zup, bulionów czy sosów, ale także do marynat dla mięsa i warzyw.
Zamrożę też sobie kilka takich gałązek, ale znaczna większość to będzie jednak suszona postać lubczyku.
Zapraszam!
Składniki:
- gałązki świeżego lubczyku, dużo gałązek :)
Lubczyk myję, osuszam na papierowym ręczniku i odrywam listki od grubych łodyg. Nie będę ich suszyła. Układam wszystko na tacce, na której leży papierowy ręcznik i wystawiam na ciepłe powietrze. Na pewno nie bezpośrednio na słońce, tak w półcieniu, gdzie lekko wieje wiaterek i osusza delikatnie lubczyk. Słońce popaliłoby delikatne listki i po wyschnięciu nie byłby już tak zielony.
Nie podam czasu suszenia, bo on jest zależy od pogody. Kilka razy w czasie tego procesu delikatnie mieszam zawartość tacki i obracam to, co ze spodu na wierzch, aby suszyło się równomiernie.
Kiedy lubczyk jest suchy mielę go drobno, można. też potłuc go w moździerzu. Co kto preferuje :)
Gałązki, których nie chciałam suszyć, wstawiam do chłodnej wody, do szklanki i przechowuję w lodówce. Używam ich na bieżąco przy przygotowywaniu np. bulionów.
:)
środa, 14 maja 2014
Domowa przyprawa do pieczonych ziemniaczków.
No kto nie lubi pieczonych ziemniaczków? No kto?
Ja uwielbiam :)
Mogę je zajadać do obiadu, wraz z mięskiem i chrupiącą surówką. Mogę je też zajadać bez niczego, tak po prostu, jako zdrowszą alternatywę dla smażonych frytek.
Zastanawia mnie tylko jedno... Jak mogłam do tej pory nie zrobić swojej przyprawy do tych pieczonych cudeniek? Sama właściwie nie wiem...
Dziś to nadrabiam i podaję Wam mój skład na aromatyczną i bardzo smakową przyprawę do pieczonych ziemniaczków.
Zapraszam!
Składniki:
- 3 łyżeczki ziaren kolendry
- 2 łyżeczki chilli
- 3 łyżeczki soli morskiej
- 3 łyżeczki suszonego czosnku
- po 1 łyżeczce: cząbru, wędzonej papryki, rozmarynu, estragonu, słodkiej papryki, tymianku, czosnku niedźwiedziego, bazylii, oregano, pieprzu kolorowego w ziarnach, suszonego lubczyku
Wszystkie przyprawy i zioła wsypuję do pojemnika. Mielę drobno miksując przez kilka minut. No i to wszystko :) Gotową przyprawę pozostaje tylko przesypać do słoiczka i używać, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Ja uwielbiam :)
Mogę je zajadać do obiadu, wraz z mięskiem i chrupiącą surówką. Mogę je też zajadać bez niczego, tak po prostu, jako zdrowszą alternatywę dla smażonych frytek.
Zastanawia mnie tylko jedno... Jak mogłam do tej pory nie zrobić swojej przyprawy do tych pieczonych cudeniek? Sama właściwie nie wiem...
Dziś to nadrabiam i podaję Wam mój skład na aromatyczną i bardzo smakową przyprawę do pieczonych ziemniaczków.
Zapraszam!
Składniki:
- 3 łyżeczki ziaren kolendry
- 2 łyżeczki chilli
- 3 łyżeczki soli morskiej
- 3 łyżeczki suszonego czosnku
- po 1 łyżeczce: cząbru, wędzonej papryki, rozmarynu, estragonu, słodkiej papryki, tymianku, czosnku niedźwiedziego, bazylii, oregano, pieprzu kolorowego w ziarnach, suszonego lubczyku
Wszystkie przyprawy i zioła wsypuję do pojemnika. Mielę drobno miksując przez kilka minut. No i to wszystko :) Gotową przyprawę pozostaje tylko przesypać do słoiczka i używać, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Pozdrawiam aromatycznie!
czwartek, 3 kwietnia 2014
Suszony czosnek w płatkach i suszony czosnek mielony
Dziś chciałam się podzielić moim sposobem na jedną z domowych przypraw, jakie sama robię przy okazji corocznej akcji, którą nazywam "lato zamknięte w słoiczku" :)
A było to tak: pewnego lipcowego popołudnia zrodził się w mojej głowie pomysł taki, by w tegorocznym letnim sezonie samej przygotować sobie przyprawy, które będę potem wykorzystywała jesienią i zimą w kuchni.
Na pierwszy ogień poszedł czosnek. Nie ukrywam, że było z nim trochę roboty, ale mnie to absolutnie nie zrażało. Obrałam łącznie ponad 50 głowek czosnku, większą cześć zmieliłam i wysuszyłam, a resztę pokroiłam w plasterki i wysuszyłam w tej właśnie plasterkowej postaci.
Potem zabrałam się za pomidory, ale o tym innym już razem.
Jeśli chodzi o mielony czosnek, to suszyłam go trochę na powietrzu, a jeśli nie było pogody wstawiałam do piekarnika, termoobieg i temp. między 70, a 90 stopnii. Trzeba pamiętać, by czosnku nie suszyć bezpośrednio na ostrym słońcu. Zarówno podczas suszenia na powietrzu i w piekarniku, co jakiś czas mieszałam czosnek na blasze, by równomiernie się suszył i pilnowałam, by się nie przypalił. Czosnek w trakcie suszenia zbijał się, dlatego kiedy obsechł i wystygł rozbijałam go w moździerzu, a następnie jeszcze raz mieliłam, aż do uzyskania naprawdę drobnej przyprawy.
Pachnie zupełnie inaczej, niż ten kupny (czyli o wiele intensywniej), jego aromat i smak niesamowicie wzbogacają każdą potrawę.
Mielony czosnek suszy się niż dłużej, niż ten pocięty w płatkach. Pocięty tak drobno wydziela o wiele więcej soku i dlatego cały proces przebiega dłużej. Szybciej też, pewnie byłby ususzony w samym tylko piekarniku, ale ja korzystałam ze słońca, kiedy była okazja, i dlatego nie podam konkretnie czasu ile to wszystko powinno trwać.
A było to tak: pewnego lipcowego popołudnia zrodził się w mojej głowie pomysł taki, by w tegorocznym letnim sezonie samej przygotować sobie przyprawy, które będę potem wykorzystywała jesienią i zimą w kuchni.
Na pierwszy ogień poszedł czosnek. Nie ukrywam, że było z nim trochę roboty, ale mnie to absolutnie nie zrażało. Obrałam łącznie ponad 50 głowek czosnku, większą cześć zmieliłam i wysuszyłam, a resztę pokroiłam w plasterki i wysuszyłam w tej właśnie plasterkowej postaci.
Potem zabrałam się za pomidory, ale o tym innym już razem.
Jeśli chodzi o mielony czosnek, to suszyłam go trochę na powietrzu, a jeśli nie było pogody wstawiałam do piekarnika, termoobieg i temp. między 70, a 90 stopnii. Trzeba pamiętać, by czosnku nie suszyć bezpośrednio na ostrym słońcu. Zarówno podczas suszenia na powietrzu i w piekarniku, co jakiś czas mieszałam czosnek na blasze, by równomiernie się suszył i pilnowałam, by się nie przypalił. Czosnek w trakcie suszenia zbijał się, dlatego kiedy obsechł i wystygł rozbijałam go w moździerzu, a następnie jeszcze raz mieliłam, aż do uzyskania naprawdę drobnej przyprawy.
Pachnie zupełnie inaczej, niż ten kupny (czyli o wiele intensywniej), jego aromat i smak niesamowicie wzbogacają każdą potrawę.
Mielony czosnek suszy się niż dłużej, niż ten pocięty w płatkach. Pocięty tak drobno wydziela o wiele więcej soku i dlatego cały proces przebiega dłużej. Szybciej też, pewnie byłby ususzony w samym tylko piekarniku, ale ja korzystałam ze słońca, kiedy była okazja, i dlatego nie podam konkretnie czasu ile to wszystko powinno trwać.
Pracy przy nim trochę było ale efekt końcowy wynagradza wszystko.
No i jak to miło wiedzieć, co się do potraw potem dodaje :)
Pozdrawiam wszystkich!
Etykiety:
czosnek mielony,
czosnek w płatkach,
domowe przyprawy
Subskrybuj:
Posty (Atom)





