W dniu takim jak dzisiejszy, niekwestionowaną królową stołów jest oczywiście gęsina. Można ją przygotować i podać na sposób przeróżny. Można piec, smażyć, gotować, dodawać do sałatek i zachwycać się jej smakiem. Gęsina jest pyszna, przekonałam się o tym nie raz, a konfitowanie sprawia, że smakuje wręcz wybornie. Według mnie w żadnym innym wydaniu nie jest tak aromatyczna, bogata i wykwintna.
Namawiam więc każdego, kto jeszcze nie miał okazji, aby skosztować gęsie mięso od tej właśnie kulinarnej strony.
Konfitowanie nie jest trudnym zabiegiem, trwa po prostu dłużej i sama jego nazwa brzmi troszkę tajemniczo. Nie ma się czego bać! Wystarczy odpowiednio przygotować mięso, a reszta robi się właściwie sama :)
Zapraszam dziś na krótką relację, z konfitowania gęsich nóżek i piersi.
Zaczynamy od mięsa :) U mnie będą to dwie gęsie piersi ze skórą i dwa udka, a raczej uda, bo do małych one zdecydowanie nie należą :)
Mięso umyłam i osuszyłam. Następnie natarłam przyprawami - 1,5 łyżeczki grubej soli, potłuczonej w moździerzu, 1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego, kilka rozgniecionych ziaren jałowca, 1 łyżeczka majeranku, 1 łyżeczka suszonego czosnku. Tak przygotowane mięso umieszczam w plastikowych woreczkach strunowych i wkładam do lodówki na 2 dni.
W dniu konfitowania wytapiam gęsi tłuszcz. Udało mi się go kupić 2 kg, więc przetopiłam go na małym ogniu na smalec. Trwało to szybciej, niż wytapianie wieprzowego smalcu. Kiedy zabieg się skończył, to lekko przestudziłam płynny smalec, a następnie przecedziłam go przez sito, aby był czysty.
Gęsie piersi i uda trzeba oczyścić całkowicie z przypraw i osuszyć ręcznikiem papierowym. Ułożyłam je w garnku z grubym dnem, dodałam przeciętą na pół główkę czosnku, kilka ziaren pieprzu, jałowca, gałązkę świeżego rozmarynu i dwa liście laurowe. Zalałam wciąż ciepłym gęsim tłuszczem i podgrzałam na małym ogniu do temperatury 85 stopni. Pomógł mi termometr, ale bez niego także można się obejść. W odpowiednio nagrzanym tłuszczu pojawiają się pęcherzyki, sprawiając, że delikatnie on bulgocze.
Mięsko konfitowało się ok 3 godzin. Gotowe jest wtedy, kiedy łatwo odchodzi od kości, widelec bez problemu się w nie wbija.
Gotową gęsinę wyjęłam z tłuszczu i ułożyłam w kamiennym naczyniu.
Smalec przecedziłam przez sito i kiedy spadła jego temperatura zalałam nim kawałki mięsa, tak by przykrył je w całości.
Przygotowane w ten sposób kawałki mięsa można długo przechowywać. Wystarczy wyjąć część, na którą ma się ochotę i np. zrumienić w piekarniku. Oczywiście u mnie nie poleżą one w chłodzie kilku miesięcy, są zbyt smaczne i kuszące :)
Mięso w czasie konfitowania oddało swój tłuszcz, ale jednocześnie nie nasiąknęło nim. Stało się niebywale delikatne i kruche, bardzo aromatyczne.
Jedna ważna uwaga - po konfitowaniu nie wyrzucajcie przypadkiem czosnku, jego ząbki smakują wyśmienicie!
Smacznie pozdrawiam :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęsina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęsina. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 listopada 2016
środa, 12 listopada 2014
Domowy rosół z gęsi.
Najczęściej na stole gości u mnie rosół gotowany na wiejskiej kaczce. Taki lubię najbardziej, taki się robi u mnie w domu. Z okazji święta gęsiny postanowiłam jednak przygotować tą pyszną zupę w innej niż dotychczas odsłonie, czyli na gęsi :)
W brew pozorom ugotowanie domowego rosołu nie jest trudne. Wystarczy trzymać się kilku prostych zasad i to pyszne danie praktycznie zrobi się samo.
Zapraszam!
Składniki:
- korpus z gęsi (na którym pozostawiłam celowo mięso), szyjka z gęsi i podroby z gęsi
- włoszczyzna (duży por, średni seler, 2 spore marchewki, korzeń pietruszki)
- ziele angielskie (3 ziarenka)
- pół średniej cebulki w łupince
- 2-3 ząbki czosnku w łupince
- kilka ziaren czarnego pieprzu
- 2 ziarna jałowca
- 2 liście laurowe
- szczypta suszonego lubczyku
- sól, pieprz do smaku
Części z gęsi przeznaczone na rosół dokładnie myję. Wkładam do garnka (mój ma 5 litrów) i zalewam zimną wodą. Dodaję liście laurowe, ziele angielskie, pieprz w ziarnach i jałowiec. Powoli gotuję. Kiedy zaczną mi się zbierać szumowiny wyławiam je, by bulion był czysty. W międzyczasie zabieram się za obranie i oczyszczenie jarzyn. Obrane i umyte, kroję na mniejsze części. Czosnek rozgniatam, a cebulę w łupince przypalam na patelni.
Do gotującego się wywaru dodaję warzywa, czosnek, przypaloną cebulkę i lubczyk. Od tej pory mój rosół gotuje się długo i bardzo powoli na najmniejszym gazowym palniku. Zupka ma dosłownie mrugać. W tym czasie uwalnia się wszystko co najlepsze, zapach powoli rozchodzi się po całym domu i wszędzie jest smacznie :)
Nie solę, nie dodaję pieprzu i nie mieszam w garnku, dopóki mój rosół nie będzie gotowy. On tak spokojnie ma sobie stać i mrugać wesoło.
Taki garnek zupy gotuje się u mnie jakieś 3-4 godziny, nie krócej. Wtedy według mnie rosół ma smak i moc. Bulion jest mocno skoncentrowany, sporo go odparowało ale dzięki temu właśnie zupka jest tak pyszna.
Dopiero po tym czasie doprawiam rosół i robię to tylko za pomocą soli i pieprzu. Nie dodaję nic więcej.
Mój rosół podaję z makaronem, najczęściej takim domowej roboty. Na Św. Marcina zostałam obdarowana ekologicznym makaronem z przepiórczych jaj i z nim właśnie podałam. Oczywiście nie zapominam o marchewce i natce pietruszki.
Smacznego :)
W brew pozorom ugotowanie domowego rosołu nie jest trudne. Wystarczy trzymać się kilku prostych zasad i to pyszne danie praktycznie zrobi się samo.
Zapraszam!
Składniki:
- korpus z gęsi (na którym pozostawiłam celowo mięso), szyjka z gęsi i podroby z gęsi
- włoszczyzna (duży por, średni seler, 2 spore marchewki, korzeń pietruszki)
- ziele angielskie (3 ziarenka)
- pół średniej cebulki w łupince
- 2-3 ząbki czosnku w łupince
- kilka ziaren czarnego pieprzu
- 2 ziarna jałowca
- 2 liście laurowe
- szczypta suszonego lubczyku
- sól, pieprz do smaku
Części z gęsi przeznaczone na rosół dokładnie myję. Wkładam do garnka (mój ma 5 litrów) i zalewam zimną wodą. Dodaję liście laurowe, ziele angielskie, pieprz w ziarnach i jałowiec. Powoli gotuję. Kiedy zaczną mi się zbierać szumowiny wyławiam je, by bulion był czysty. W międzyczasie zabieram się za obranie i oczyszczenie jarzyn. Obrane i umyte, kroję na mniejsze części. Czosnek rozgniatam, a cebulę w łupince przypalam na patelni.
Do gotującego się wywaru dodaję warzywa, czosnek, przypaloną cebulkę i lubczyk. Od tej pory mój rosół gotuje się długo i bardzo powoli na najmniejszym gazowym palniku. Zupka ma dosłownie mrugać. W tym czasie uwalnia się wszystko co najlepsze, zapach powoli rozchodzi się po całym domu i wszędzie jest smacznie :)
Nie solę, nie dodaję pieprzu i nie mieszam w garnku, dopóki mój rosół nie będzie gotowy. On tak spokojnie ma sobie stać i mrugać wesoło.
Taki garnek zupy gotuje się u mnie jakieś 3-4 godziny, nie krócej. Wtedy według mnie rosół ma smak i moc. Bulion jest mocno skoncentrowany, sporo go odparowało ale dzięki temu właśnie zupka jest tak pyszna.
Dopiero po tym czasie doprawiam rosół i robię to tylko za pomocą soli i pieprzu. Nie dodaję nic więcej.
Mój rosół podaję z makaronem, najczęściej takim domowej roboty. Na Św. Marcina zostałam obdarowana ekologicznym makaronem z przepiórczych jaj i z nim właśnie podałam. Oczywiście nie zapominam o marchewce i natce pietruszki.
Smacznego :)
Miłego wieczoru życzę :*
Etykiety:
domowy rosół,
gęsina,
na obiad,
rosół z gęsi,
zupa
Subskrybuj:
Posty (Atom)




