Dzień dobry :)
Witam w nowym miesiącu - mamy już październik i sama nie wiem, kiedy ten czas tak zleciał...
Pożegnaliśmy lato, przywitaliśmy jesień i mam nadzieję, że przyniesie nam ona jeszcze sporo przyjemnej aury.
Przychodzę dziś z bardzo prostym przepisem na konfiturę z żurawiny - albo borówki - bo ja nigdy nie wiem z czym mam do czynienia. Pani na straganie twardo mówiła, że to żurawina i jej uwierzyłam :)
Ponieważ jeszcze nie przymroziło, nim zabrałam się za przygotowanie mojej konfitury, przebrałam owoce, umyłam i wrzuciłam na dobę do zamrażalnika. Dzięki temu pozbywamy się goryczki.
To co, zapraszam na przepis i już na wstępie nieskromnie się pochwalę, że gotowy wyrób smakuje wybornie :)
Składniki:
- 1 kg żurawiny
- sok z dwóch sporych pomarańczy
- sok z jednej cytryny
- 1,5 szklanki białego cukru (jego ilość można regulować wedle smaku)
- 300 ml wody
Przemrożoną żurawinę zalewam wodą, sokami z pomarańczy i cytryny i dodaję cukier. Wszystko razem zagotowuje w garnku o grubym dnie - u mnie żeliwny garnek - następnie zmniejszam ogień i powoli gotuję, aż owoce popękają i całość zrobi się odpowiednio gęsta.
Uwaga, owoce żurawiny w czasie przetwarzania strzelają :) Można się poparzyć albo wystraszyć.
W moich proporcjach przygotowanie konfitury trwało ok 3-4 godzin, bo robiłam to nieśpiesznie, na najmniejszym ogniu.
Gotowe konfitury przełożyłam do słoiczków i dodatkowo pasteryzowałam dla pewności przez 15 minut.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 października 2018
Domowa konfitura z żurawiny do mięs i serów wg Czarodziejki
Etykiety:
borówka,
dania bezmięsne,
domowa konfitura,
domowe przetwory,
konfitura do mięs i serów,
konfitura z żurawiny,
mała rzecz a cieszy,
na ciepło,
na zimno,
przetwory,
przystawka,
żurawina
piątek, 10 sierpnia 2018
Tatar ze śledzia z musem z pieczonego buraka.
Dziś przepis szybki, prosty i bardzo smaczny. W sam raz dla wielbicieli śledzi, które tym razem podam w formie tatara, na chrupiącej grzance, a dla podkręcenia smaku dodałam mus z pieczonego buraka, którego słodycz super komponuje się z rybką.
Zapraszam!
Składniki:
- 4 marynowane w occie tuszki śledziowe
- 3 nieduże ogórki konserwowe
- 1 średniej wielkości szalotka
- łyżka posiekanej natki pietruszki
- 1 łyżka oleju słonecznikowego
- pieprz
Szalotkę siekam w drobną kostkę i posypuję odrobiną soli. Chodzi o to, aby cebula zmiękła.
Śledzie i korniszony kroję w drobną kosteczkę. Mieszam ze sobą, dodaję szalotkę i natakę, a także łyżkę oleju słonecznikowego. Po połączeniu wszystkich składników doprawiam tatara świeżo mielonym pieprzem. Soli już nie dawałam, według mnie nie była potrzebna. Odstawiam do lodówki, aby się wszystko "przegryzło".
Mus z buraka:
- 1 średni burak czerwony
- ćwiartka winnego i kwaskowatego jabłka
- płaska łyżeczka miodu
- płaska łyżeczka octu jabłkowego
- sól, pieprz, czosnek suszony
Buraka myję i owijam w folię aluminiową. Wkładam do piekarnika i w temperaturze 180 stopni piekę do miękkości. Zajęło mi to ok.50 minut. Czas jest zależny od wielkości buraka. Upieczonego buraka obieram i kroję na mniejsze kawałki, wrzucam do blendera. Dodaję jabłko, miód i miksuje na gładką masę. Mus trzeba próbować, aby był lekko kwaśny i była wyczuwalna słodycz. Jeśli jabłko jest za mało kwaśne dodaję ocet jabłkowy i znów miksuje. Doprawiam do smaku solą, pieprzem i odrobiną suszonego czosnku.
Mojego tatara podałam na grzance.
Zapraszam!
Składniki:
- 4 marynowane w occie tuszki śledziowe
- 3 nieduże ogórki konserwowe
- 1 średniej wielkości szalotka
- łyżka posiekanej natki pietruszki
- 1 łyżka oleju słonecznikowego
- pieprz
Szalotkę siekam w drobną kostkę i posypuję odrobiną soli. Chodzi o to, aby cebula zmiękła.
Śledzie i korniszony kroję w drobną kosteczkę. Mieszam ze sobą, dodaję szalotkę i natakę, a także łyżkę oleju słonecznikowego. Po połączeniu wszystkich składników doprawiam tatara świeżo mielonym pieprzem. Soli już nie dawałam, według mnie nie była potrzebna. Odstawiam do lodówki, aby się wszystko "przegryzło".
Mus z buraka:
- 1 średni burak czerwony
- ćwiartka winnego i kwaskowatego jabłka
- płaska łyżeczka miodu
- płaska łyżeczka octu jabłkowego
- sól, pieprz, czosnek suszony
Buraka myję i owijam w folię aluminiową. Wkładam do piekarnika i w temperaturze 180 stopni piekę do miękkości. Zajęło mi to ok.50 minut. Czas jest zależny od wielkości buraka. Upieczonego buraka obieram i kroję na mniejsze kawałki, wrzucam do blendera. Dodaję jabłko, miód i miksuje na gładką masę. Mus trzeba próbować, aby był lekko kwaśny i była wyczuwalna słodycz. Jeśli jabłko jest za mało kwaśne dodaję ocet jabłkowy i znów miksuje. Doprawiam do smaku solą, pieprzem i odrobiną suszonego czosnku.
Mojego tatara podałam na grzance.
Etykiety:
bez mięsa,
boże narodzenie,
burak pieczony,
mała rzecz a cieszy,
mus z buraka,
na kolację,
na zimno,
przepisy Boże Narodzenie,
przystawka,
śledź marynowany,
tatar,
tatar ze śledzia
sobota, 26 maja 2018
Pasta z makreli i suszonych pomidorów.
Witajcie :)
Dziś przychodzę z szybkim i bardzo smacznym pomysłem na śniadanie lub kolację.
Pasta z makreli - bo o niej będzie mowa. Robi się ją szybko i smakuje wybornie, wystarczy podać do niej grzanki i coś zielonego albo warzywa do pochrupania i wychodzi nam wspaniały posiłek.
Ta pasta jest moją ulubioną, bo nie dość, że z ryby to jeszcze z suszonymi własnoręcznie pomidorkami!
Zapraszam!
Składniki:
- 1 duża wędzona makrela
- 10 połówek suszonych pomidorów
- 1 ząbek czosnku
- sól, pieprz, szczypta suszonego czosnku
- kilka łyżeczek oleju z suszonych pomidorów, wraz z ziołami
Mięso makreli oddzielam od ości, wkładam do blendera. Dodaję pomidory i czosnek. Od razu też wlewam 3 łyżeczki oleju z suszonych pomidorów. Ucieram wszystko na puszystą masę. Jeśli wyjdzie za mało kremowa, można dodać jeszcze oleju. Gotową pastę doprawiam do smaku i podaję na grzankach.
Dziś przychodzę z szybkim i bardzo smacznym pomysłem na śniadanie lub kolację.
Pasta z makreli - bo o niej będzie mowa. Robi się ją szybko i smakuje wybornie, wystarczy podać do niej grzanki i coś zielonego albo warzywa do pochrupania i wychodzi nam wspaniały posiłek.
Ta pasta jest moją ulubioną, bo nie dość, że z ryby to jeszcze z suszonymi własnoręcznie pomidorkami!
Zapraszam!
Składniki:
- 1 duża wędzona makrela
- 10 połówek suszonych pomidorów
- 1 ząbek czosnku
- sól, pieprz, szczypta suszonego czosnku
- kilka łyżeczek oleju z suszonych pomidorów, wraz z ziołami
Mięso makreli oddzielam od ości, wkładam do blendera. Dodaję pomidory i czosnek. Od razu też wlewam 3 łyżeczki oleju z suszonych pomidorów. Ucieram wszystko na puszystą masę. Jeśli wyjdzie za mało kremowa, można dodać jeszcze oleju. Gotową pastę doprawiam do smaku i podaję na grzankach.
Etykiety:
bez mięsa,
makrela,
makrela wędzona,
na kolację,
na śniadanie,
na zimno,
pasta,
pasta rybna,
pasta śniadaniowa,
pasta z makreli,
przystawka,
ryba,
ryba wędzona,
suszone pomidory
środa, 9 maja 2018
Szparagi z szynką dojrzewającą na palonym maśle.
Maj nam się ściele słońcem i zieloną trawą. Słychać też już pierwsze głosy, że za gorąco :)
A ja się tam cieszę, sezon na swoje warzywa i owoce rozkręca się i już niedługo będzie można cieszyć się kolorami, ich smakiem i aromatem.
Póki co są już szparagi. Lubię je bardzo, choć bardziej przepadam za zielonymi. Szparagi smakują wybornie z różnymi dodatkami, a już najlepsze są te podane w najbardziej prostej formie.
Dziś zapraszam na szparagi w towarzystwie szynki długo dojrzewającej i smaczkiem w postaci palonego masła, które pasuje tutaj idealnie :)
Zapraszam!
Składniki:
- pęczek szparagów (u mnie zielone, ale można pomieszać lub wybrać białe)
- kilka plastrów dojrzewającej szynki
- 80 g prawdziwego masła
- sól i cukier do gotowania szparagów
Szparagi myję, odcinam zdrewniałe części (białe trzeba obrać) i związuję nitką kuchenną. W wysokim garnku zagotowuję wodę z solą i odrobiną cukru. Tej soli nie za dużo, pamiętajmy, że szynka jest słona. Szparagi gotuję aldente. Po wyjęciu z garnka, hartuję je kilka chwil w zimnej wodzie - zachowają kolor i odsączam.
Na patelni roztapiam pokrojonej na małe kawałki masło, podgrzewam je tak długo, aż białko opadnie na dno, a masło zacznie przybierać orzechowy kolor i aromat. Zmniejszam ogień całkowicie i dodaję plastry szynki. Podsmażam z obu stron na rumiano i dodaję szparagi dosłownie na chwilę, tylko po to, aby połączyły się masłem.
Danie jest strasznie proste, a jednocześnie aromatyczne i pyszne. Każdy, kto lubi szparagi będzie zachwycony. Może być traktowane jako główny posiłek lub też jako przystawka.
A ja się tam cieszę, sezon na swoje warzywa i owoce rozkręca się i już niedługo będzie można cieszyć się kolorami, ich smakiem i aromatem.
Póki co są już szparagi. Lubię je bardzo, choć bardziej przepadam za zielonymi. Szparagi smakują wybornie z różnymi dodatkami, a już najlepsze są te podane w najbardziej prostej formie.
Dziś zapraszam na szparagi w towarzystwie szynki długo dojrzewającej i smaczkiem w postaci palonego masła, które pasuje tutaj idealnie :)
Zapraszam!
Składniki:
- pęczek szparagów (u mnie zielone, ale można pomieszać lub wybrać białe)
- kilka plastrów dojrzewającej szynki
- 80 g prawdziwego masła
- sól i cukier do gotowania szparagów
Szparagi myję, odcinam zdrewniałe części (białe trzeba obrać) i związuję nitką kuchenną. W wysokim garnku zagotowuję wodę z solą i odrobiną cukru. Tej soli nie za dużo, pamiętajmy, że szynka jest słona. Szparagi gotuję aldente. Po wyjęciu z garnka, hartuję je kilka chwil w zimnej wodzie - zachowają kolor i odsączam.
Na patelni roztapiam pokrojonej na małe kawałki masło, podgrzewam je tak długo, aż białko opadnie na dno, a masło zacznie przybierać orzechowy kolor i aromat. Zmniejszam ogień całkowicie i dodaję plastry szynki. Podsmażam z obu stron na rumiano i dodaję szparagi dosłownie na chwilę, tylko po to, aby połączyły się masłem.
Danie jest strasznie proste, a jednocześnie aromatyczne i pyszne. Każdy, kto lubi szparagi będzie zachwycony. Może być traktowane jako główny posiłek lub też jako przystawka.
Etykiety:
masło,
masło palone,
na kolację,
na obiad,
obiad,
przystawka,
szparagi,
szynka długo dojrzewająca,
szynka dojrzewająca,
za ciepło
sobota, 28 kwietnia 2018
Bruschetta wg Czarodziejki
Prosta przystawka, a jednocześnie wymagająca. Kilka składników i w tym tkwi jej prostota, ale muszą być one najwyższej jakości i stąd właśnie wymagająca.
Klasyczną bruschette postanowiłam wzbogacić sosem winno-balsamicznym. I nieskromnie przyznam, iż był to strzał w 10-tkę. Skropienie nim dania podbiło smak pomidora i bazylii.
Zapraszam!
Składniki:
- 6 kromek dobrej jakości pieczywa (najlepiej na zakwasie)
- 2 pomidory malinowe
- 2 ząbki czosnku
- oliwa z oliwek bardzo dobrej jakości
- sól, pieprz
- listki świeżej bazylii
- 3 łyżki octu balsamicznego
- 3 łyżki octu winnego
- 3 łyżki miodu (dałam z kwiatów malin)
Zaczynam od sosu - do rondelka wlewam oba octy, dodaję miód i na niedużym ogniu odparowuję, aż zacznie gęstnieć. Trwa to kilka minut. Przelewam do małej miseczki i odstawiam, by ostygł.
Chleb opiekam w opiekaczu na chrupiąco. Każdą kromkę nacieram czosnkiem.
Pomidory myję i kroję w niezbyt dużą kostkę, ząbek czosnku siekam i dodaję do pomidorów. Skrapiam oliwą z oliwek, doprawiam i mieszam. Nakładam pomidory na kromki. Na wierzchu układam listki bazylii. Całość skrapiam sosem.
Można zajadać :)
Klasyczną bruschette postanowiłam wzbogacić sosem winno-balsamicznym. I nieskromnie przyznam, iż był to strzał w 10-tkę. Skropienie nim dania podbiło smak pomidora i bazylii.
Zapraszam!
Składniki:
- 6 kromek dobrej jakości pieczywa (najlepiej na zakwasie)
- 2 pomidory malinowe
- 2 ząbki czosnku
- oliwa z oliwek bardzo dobrej jakości
- sól, pieprz
- listki świeżej bazylii
- 3 łyżki octu balsamicznego
- 3 łyżki octu winnego
- 3 łyżki miodu (dałam z kwiatów malin)
Zaczynam od sosu - do rondelka wlewam oba octy, dodaję miód i na niedużym ogniu odparowuję, aż zacznie gęstnieć. Trwa to kilka minut. Przelewam do małej miseczki i odstawiam, by ostygł.
Chleb opiekam w opiekaczu na chrupiąco. Każdą kromkę nacieram czosnkiem.
Pomidory myję i kroję w niezbyt dużą kostkę, ząbek czosnku siekam i dodaję do pomidorów. Skrapiam oliwą z oliwek, doprawiam i mieszam. Nakładam pomidory na kromki. Na wierzchu układam listki bazylii. Całość skrapiam sosem.
Można zajadać :)
Smacznie pozdrawiam :)
niedziela, 18 marca 2018
Pieczony paszet wg Czarodziejki.
Niedzielne dzień dobry :)
Myślę, że w wielu domach znajdą się sprawdzone przepisy na tradycyjne pasztety. Robi się je obowiązkowo na święta, ale i także w ciągu roku. Z pasztetem jest trochę zabawy, jednak jego przygotowanie pochłania zdecydowanie więcej czasu niż energii.
Dziś chciałabym pochwalić się Wam moim pieczonym pasztetem. Złożyło się na niego kilka rodzajów mięs, odrobina wątróbki, a zamiast boczku dodałam żeberka, bo akurat w sklepie trafiłam na piękne okazy. Tradycyjnie także wrzuciłam kilka suszonych grzybków i oczywiście gałkę muszkatułową. Wyszło pysznie, nie jest suchy i podczas całego przygotowywania w domu unosił się piękny zapach.
Zapraszam!
Składniki:
- pół tuszki z królika (tuszka była dość spora)
- 60 dag łopatki wieprzowej
- 1 kg żeberek wieprzowych
- 20 dag wątróbki drobiowej
- 30 dag udźca z kurczaka
- 3 średnie cebule
- 3 ząbki czosnku
- mała garść suszonych grzybków
- sól, pieprz, gałka muszkatułowa
- łyżeczka majeranku i łyżeczka tymianku
- 2 czerstwe kajzerki
- duża marchewka
- kawałek selera
- nieduża pietruszka
- 5 jaj
- smalec dobrej jakości lub olej rzepakowy
Mięso myję i osuszam, następnie solę i pieprzę. Tak przygotowane obsmażam na 2 łyżkach smalcu. Ma się rumienić z obu stron. Przekładam je do dużego garnka, dodaję czosnek, marchewkę, pietruszkę i selera oraz suszone grzybki. Wszystko zalewam wodą i wstawiam, aby się gotowało, aż mięso będzie miękkie. Po ugotowaniu pozostawiam mięso i warzywa w wywarze, tak na 3-4 godziny. Ten zabieg, to pierwszy krok do tego, aby pasztet nie był zbyt suchy.
Kiedy mięso stygnie zabieram się za przygotowanie cebuli - kroję ją w niedużą kostkę i również obsmażam na niewielkiej ilości smalcu. Ma się zeszklić. Odstawiam ją do wystygnięcia.
Odlewam trochę wywaru i zagotowuję go, zestawiam z ognia i wrzucam wątróbkę, aby się zaparzyła. Drobiowej zajmuje to kilka minut - po dotknięci jej, nie powinna już wypływać krew.
Kiedy mija czas moczenia, wyjmuję mięso, warzywa i grzyby. Do wywaru dodaję kajzerki, aby zmiękły. W między czasie oddzielam mięso od kości, dzieję je na mniejsze kawałki i zaczynam mielić. Zmielona będzie też cebulka i wątróbka, a także namoczone i odciśnięte kajzerki. No i warzywa z grzybami, rzecz jasna :)
Masa pasztetowa ma być zmielona co najmniej 3 razy, przez sito o drobnych oczkach. Gotową masę doprawiam niewielką ilością starej gałki, majerankiem, tymiankiem i świeżo mielonym pieprzem, a jeśli będzie trzeba to dodaję jeszcze sól. Wybijam 5 jajek i wyrabiam masę, aż wszystko się połączy i będzie gładkie. Przed przełożeniem masy trzeba ją spróbować :)
Gotową masę przekładam do wysmarowanych smalcem i wysypanych bułką tartą foremek. Piekłam w takich do pasztetu, aluminiowych. Wyszły mi 3 i pół foremki.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 160 stopni, a na jego spód wkładam formę z wrzątkiem i dopiero wtedy wkładam pasztet. Będzie się piekł ok. 1,5 godziny, aż zacznie odchodzić od brzegów foremek i zrumieni się na wierzchu.
Uwaga - jeśli ktoś lubi mocno smarowne pasztety, można jeszcze dodać do wyrabianej masy bulion z gotowania mięsa i warzyw. Ja tego nie robiłam i według mnie jest dobrze, pasztet po wystudzeniu ładnie się kroi i można go rozsmarować bez problemu na kanapce.
Myślę, że w wielu domach znajdą się sprawdzone przepisy na tradycyjne pasztety. Robi się je obowiązkowo na święta, ale i także w ciągu roku. Z pasztetem jest trochę zabawy, jednak jego przygotowanie pochłania zdecydowanie więcej czasu niż energii.
Dziś chciałabym pochwalić się Wam moim pieczonym pasztetem. Złożyło się na niego kilka rodzajów mięs, odrobina wątróbki, a zamiast boczku dodałam żeberka, bo akurat w sklepie trafiłam na piękne okazy. Tradycyjnie także wrzuciłam kilka suszonych grzybków i oczywiście gałkę muszkatułową. Wyszło pysznie, nie jest suchy i podczas całego przygotowywania w domu unosił się piękny zapach.
Zapraszam!
Składniki:
- pół tuszki z królika (tuszka była dość spora)
- 60 dag łopatki wieprzowej
- 1 kg żeberek wieprzowych
- 20 dag wątróbki drobiowej
- 30 dag udźca z kurczaka
- 3 średnie cebule
- 3 ząbki czosnku
- mała garść suszonych grzybków
- sól, pieprz, gałka muszkatułowa
- łyżeczka majeranku i łyżeczka tymianku
- 2 czerstwe kajzerki
- duża marchewka
- kawałek selera
- nieduża pietruszka
- 5 jaj
- smalec dobrej jakości lub olej rzepakowy
Mięso myję i osuszam, następnie solę i pieprzę. Tak przygotowane obsmażam na 2 łyżkach smalcu. Ma się rumienić z obu stron. Przekładam je do dużego garnka, dodaję czosnek, marchewkę, pietruszkę i selera oraz suszone grzybki. Wszystko zalewam wodą i wstawiam, aby się gotowało, aż mięso będzie miękkie. Po ugotowaniu pozostawiam mięso i warzywa w wywarze, tak na 3-4 godziny. Ten zabieg, to pierwszy krok do tego, aby pasztet nie był zbyt suchy.
Kiedy mięso stygnie zabieram się za przygotowanie cebuli - kroję ją w niedużą kostkę i również obsmażam na niewielkiej ilości smalcu. Ma się zeszklić. Odstawiam ją do wystygnięcia.
Odlewam trochę wywaru i zagotowuję go, zestawiam z ognia i wrzucam wątróbkę, aby się zaparzyła. Drobiowej zajmuje to kilka minut - po dotknięci jej, nie powinna już wypływać krew.
Kiedy mija czas moczenia, wyjmuję mięso, warzywa i grzyby. Do wywaru dodaję kajzerki, aby zmiękły. W między czasie oddzielam mięso od kości, dzieję je na mniejsze kawałki i zaczynam mielić. Zmielona będzie też cebulka i wątróbka, a także namoczone i odciśnięte kajzerki. No i warzywa z grzybami, rzecz jasna :)
Masa pasztetowa ma być zmielona co najmniej 3 razy, przez sito o drobnych oczkach. Gotową masę doprawiam niewielką ilością starej gałki, majerankiem, tymiankiem i świeżo mielonym pieprzem, a jeśli będzie trzeba to dodaję jeszcze sól. Wybijam 5 jajek i wyrabiam masę, aż wszystko się połączy i będzie gładkie. Przed przełożeniem masy trzeba ją spróbować :)
Gotową masę przekładam do wysmarowanych smalcem i wysypanych bułką tartą foremek. Piekłam w takich do pasztetu, aluminiowych. Wyszły mi 3 i pół foremki.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 160 stopni, a na jego spód wkładam formę z wrzątkiem i dopiero wtedy wkładam pasztet. Będzie się piekł ok. 1,5 godziny, aż zacznie odchodzić od brzegów foremek i zrumieni się na wierzchu.
Uwaga - jeśli ktoś lubi mocno smarowne pasztety, można jeszcze dodać do wyrabianej masy bulion z gotowania mięsa i warzyw. Ja tego nie robiłam i według mnie jest dobrze, pasztet po wystudzeniu ładnie się kroi i można go rozsmarować bez problemu na kanapce.
Etykiety:
boże narodzenie,
domowy pasztet z różnych mięs,
drób,
królik,
kurczak,
na kolację,
na śniadanie,
pasztet,
pasztet pieczony,
pasztet z mieszanego mięsa,
przepisy Boże Narodzenie,
przystawka,
Wielkanoc
czwartek, 15 marca 2018
Wielkanocna galareta z indyka.
Dzień dobry :)
Bardzo lubię galaretę i nie ważne z jakiego mięsa. Zajadam się każdą i często nie znam umiaru.
Dziś przepis na tą drobiową, z indyka, klasyczną, bo tylko z marchewką i bez dodatku żelatyny w proszku. Galareta gotowana długo, powoli i z dodatkiem łapek, dzięki czemu tężeje sama i nie jest gumowata, ani twarda.
Zapraszam!
Składniki:
- 3 golonki z indyka
- 1 kg kurzych łapek
- duża marchewka
- pietruszka, pół średniego selera, średni por
- mała cebula, kilka ząbków czosnku
- 2 liście laurowe
- kilka ziaren kolorowego pieprzu
- 2 ziarenka ziela angielskiego
- sól, pieprz do smaku
Łapki i golonki dokładnie myję, wkładam do garnka i zalewam ok. 2 litrami wody. Dodaję włoszczyznę, ziele, liście, ziarnka pieprzu, cebulę i czosnek. To wszystko będzie mi się powoli gotowało, na niewielkim ogniu - ok 4 godziny. Kiedy płyn zredukuje się gdzieś o połowę, a mięso indycze będzie odchodziło od kości, doprawiam wywar solą i pieprzem do smaku. Wyjmuję marchew i mięso z garnka, a całe resztę przecedzam przez sito. Mięso kroję na mniejsze części, to samo robię z marchewką i układam je w pojemnikach lub miseczkach - co tam akurat sobie wymyślę :)
Zalewam wszystko porcjami wywaru i odstawiam do stężenia, najpierw na blat, a kiedy ostygnie wkładam galaretę do lodówki.
Bardzo lubię galaretę i nie ważne z jakiego mięsa. Zajadam się każdą i często nie znam umiaru.
Dziś przepis na tą drobiową, z indyka, klasyczną, bo tylko z marchewką i bez dodatku żelatyny w proszku. Galareta gotowana długo, powoli i z dodatkiem łapek, dzięki czemu tężeje sama i nie jest gumowata, ani twarda.
Zapraszam!
Składniki:
- 3 golonki z indyka
- 1 kg kurzych łapek
- duża marchewka
- pietruszka, pół średniego selera, średni por
- mała cebula, kilka ząbków czosnku
- 2 liście laurowe
- kilka ziaren kolorowego pieprzu
- 2 ziarenka ziela angielskiego
- sól, pieprz do smaku
Łapki i golonki dokładnie myję, wkładam do garnka i zalewam ok. 2 litrami wody. Dodaję włoszczyznę, ziele, liście, ziarnka pieprzu, cebulę i czosnek. To wszystko będzie mi się powoli gotowało, na niewielkim ogniu - ok 4 godziny. Kiedy płyn zredukuje się gdzieś o połowę, a mięso indycze będzie odchodziło od kości, doprawiam wywar solą i pieprzem do smaku. Wyjmuję marchew i mięso z garnka, a całe resztę przecedzam przez sito. Mięso kroję na mniejsze części, to samo robię z marchewką i układam je w pojemnikach lub miseczkach - co tam akurat sobie wymyślę :)
Zalewam wszystko porcjami wywaru i odstawiam do stężenia, najpierw na blat, a kiedy ostygnie wkładam galaretę do lodówki.
Smacznego :)
Etykiety:
bez żelatyny,
dania mięsne,
galareta,
galareta drobiowa,
galareta z indyka,
indyk,
na kolację,
na śniadanie,
na zimno,
przekąska,
przystawka,
Wielkanoc
poniedziałek, 12 marca 2018
Sałatka śledziowa z pieczonym burakiem wg Czarodziejki.
Dzień dobry :)
Dziś witam Was rewelacyjną sałatką śledziową. Robi się ją szybko, nie licząc czasu pieczenia buraków, z prostych składników, a jednak ma w sobie to coś, co urzeka podniebienie.
Użyłam do niej śledzi solonych, można pokusić się także o te z zalewy octowej. Wszystko dyktuje nam nasz gust i upodobania. Jedno jest niezmienne - dodatek buraków, który nadaje jej cudowny kolor i cieszy oko.
Zapraszam na przepis!
Składniki:
- 4 płaty śledzia solonego
- 2 średnie buraki
- 1 twarde, kwaskowate jabłko
- 1 szalotka
- mały kawałek białej części pora (taki, który ma ok 5 cm)
- pół kubka małego jogurtu naturalnego
- 2 ząbki czosnku
- pieprz i sól (sól opcjonalnie, ja jej już nie dodawałam)
Buraki zawinięte w folię piekę przez ok. 1 godzinę w piekarniku - mają być miękkie. Temperatura 180 stopni. Płaty moczę w zimnej wodzie ok. pół godziny.
Zimne buraki obieram i kroję w kostkę, taką niezbyt małą. To samo robię ze śledziami i jabłkiem. Cebulę i pora kroję już drobniej.
Jogurt mieszam z wyciśniętym przez praskę czosnkiem i dodaję do sałatki. Mieszam wszystko i doprawiam pieprzem do smaku. Soli już nie dodawałam, gdyż śledzie moczyły się krótko i sałatka dzięki temu jest wystarczająco słona.
Dziś witam Was rewelacyjną sałatką śledziową. Robi się ją szybko, nie licząc czasu pieczenia buraków, z prostych składników, a jednak ma w sobie to coś, co urzeka podniebienie.
Użyłam do niej śledzi solonych, można pokusić się także o te z zalewy octowej. Wszystko dyktuje nam nasz gust i upodobania. Jedno jest niezmienne - dodatek buraków, który nadaje jej cudowny kolor i cieszy oko.
Zapraszam na przepis!
Składniki:
- 4 płaty śledzia solonego
- 2 średnie buraki
- 1 twarde, kwaskowate jabłko
- 1 szalotka
- mały kawałek białej części pora (taki, który ma ok 5 cm)
- pół kubka małego jogurtu naturalnego
- 2 ząbki czosnku
- pieprz i sól (sól opcjonalnie, ja jej już nie dodawałam)
Buraki zawinięte w folię piekę przez ok. 1 godzinę w piekarniku - mają być miękkie. Temperatura 180 stopni. Płaty moczę w zimnej wodzie ok. pół godziny.
Zimne buraki obieram i kroję w kostkę, taką niezbyt małą. To samo robię ze śledziami i jabłkiem. Cebulę i pora kroję już drobniej.
Jogurt mieszam z wyciśniętym przez praskę czosnkiem i dodaję do sałatki. Mieszam wszystko i doprawiam pieprzem do smaku. Soli już nie dodawałam, gdyż śledzie moczyły się krótko i sałatka dzięki temu jest wystarczająco słona.
Smacznie pozdrawiam!
Etykiety:
boże narodzenie,
buraki,
do chleba,
matiasy,
na kolację,
na zimno,
pieczone buraki,
przepisy Boże Narodzenie,
przystawka,
sałatka śledziowa,
śledzie
wtorek, 20 grudnia 2016
Wigilijne śledzie w oleju z kolorowym pieprzem wg Czarodziejki
Witajcie :)
Dziś przepis na okazję zbliżających się świąt. Śledź króluje na wigilijnym stole, można go spotkać w naprawdę niezliczonej ilości smakowych odsłon. Każdy też lubi śledzia inaczej, z innymi dodatkami, w różnej szacie.... no wszystko wedle gustu :)
Chciałabym dziś pokazać śledzia, jakiego ja bardzo lubię. Przepis dobrze znany, szybki i łatwy.
Może to i dobrze, bo w tej całej przedświątecznej bieganinie przygotowanie tego śledzia nie zajmie nam wiele czasu.
Zapraszam!
Składniki:
- 600 g filetów śledziowych ala matias
- 2 średnie cebule
- 1 ząbek czosnku
- półtorej łyżeczki kolorowego pieprzu
- 2-3 listki laurowe
- 2 goździki
- dobrej jakości olej (u mnie słonecznikowy)
Śledzie trzeba odmoczyć. Czas tego zabiegu jest zależy od naszych upodobań. Ja moczyłam ponad godzinę, kilka razy zmieniając wodę.
Cebulę obieram i kroję w piórka, czosnek natomiast kroję w cienkie talarki.
Śledzie kroję w mniejsze kawałki, lubię takie na jeden kęs. Na spód litrowego słoja leję łyżkę oleju, układam kawałki ryby, tylko tak aby zakryły dno. Na to kładę cebulę, plaster czosnku, posypuję kilkoma ziarnkami pierzu i podlewam odrobiną oleju. Taki schemat powtarzam, aż do wyczerpania składników :) Na koniec wkładam na wierzch liście laurowe i goździki i zalewam olejem, tak aby wszystko było nim przykryte.
Odstawiam do lodówki na minimum dwie doby.
Dziś przepis na okazję zbliżających się świąt. Śledź króluje na wigilijnym stole, można go spotkać w naprawdę niezliczonej ilości smakowych odsłon. Każdy też lubi śledzia inaczej, z innymi dodatkami, w różnej szacie.... no wszystko wedle gustu :)
Chciałabym dziś pokazać śledzia, jakiego ja bardzo lubię. Przepis dobrze znany, szybki i łatwy.
Może to i dobrze, bo w tej całej przedświątecznej bieganinie przygotowanie tego śledzia nie zajmie nam wiele czasu.
Zapraszam!
Składniki:
- 600 g filetów śledziowych ala matias
- 2 średnie cebule
- 1 ząbek czosnku
- półtorej łyżeczki kolorowego pieprzu
- 2-3 listki laurowe
- 2 goździki
- dobrej jakości olej (u mnie słonecznikowy)
Śledzie trzeba odmoczyć. Czas tego zabiegu jest zależy od naszych upodobań. Ja moczyłam ponad godzinę, kilka razy zmieniając wodę.
Cebulę obieram i kroję w piórka, czosnek natomiast kroję w cienkie talarki.
Śledzie kroję w mniejsze kawałki, lubię takie na jeden kęs. Na spód litrowego słoja leję łyżkę oleju, układam kawałki ryby, tylko tak aby zakryły dno. Na to kładę cebulę, plaster czosnku, posypuję kilkoma ziarnkami pierzu i podlewam odrobiną oleju. Taki schemat powtarzam, aż do wyczerpania składników :) Na koniec wkładam na wierzch liście laurowe i goździki i zalewam olejem, tak aby wszystko było nim przykryte.
Odstawiam do lodówki na minimum dwie doby.
Smacznie pozdrawiam :)
Etykiety:
bez mięsa,
do chleba,
dodatki,
kolorowy pieprz,
na kolację,
przystawka,
śledzie,
śledzie w oleju,
wigilia
czwartek, 19 listopada 2015
Śledzie ze szczypiorkiem i szalotką wg Czarodziejki
Śledzie - uwielbiam i mogłabym pochłaniać je w przewielkich ilościach :)
Ten sposób podania to moja wariacja na temat śledzia przygotowywanego w moim domu rodzinnym. Późną wiosną i wczesnym latem, kiedy na ogródku zieleni się już swój szczypiorek i kiedy zbliżają się imieniny mojego taty, mama obowiązkowo przygotowuje śledzie ze szczypiorkiem.
Ja troszkę urozmaicam go, dodając szalotkę.
Przepis ten jest szybki i prosty, a mimo to śledzie smakują wybornie.
Zapraszam!
Składniki:
- 1/2 kg matiasów
- pęczek szczypiorku
- 1 szalotka
- 4 łyżki dobrego oleju
- 1,5 łyżeczki octu
- pieprz, cukier do smaku
Śledzie trzeba wymoczyć w zimnej wodzie. Trzymam je ok. godziny i w tym czasie zmieniam ją 2-3 razy. Po wymoczeniu kroję matiasy na niewielkie kawałki i wrzucam do miski. Szczypiorek i szalotkę siekam, dodaję do śledzi. Wszystko skrapiam olejem i octem. Mieszam. Doprawiam do smaku pieprzem i odrobiną cukru. Gdybym moczyła je dłużej zapewne potrzebna byłaby sól.
Tak przygotowane przekładam do słoika i odstawiam do lodówki na co najmniej 24 godziny.
Ten sposób podania to moja wariacja na temat śledzia przygotowywanego w moim domu rodzinnym. Późną wiosną i wczesnym latem, kiedy na ogródku zieleni się już swój szczypiorek i kiedy zbliżają się imieniny mojego taty, mama obowiązkowo przygotowuje śledzie ze szczypiorkiem.
Ja troszkę urozmaicam go, dodając szalotkę.
Przepis ten jest szybki i prosty, a mimo to śledzie smakują wybornie.
Zapraszam!
Składniki:
- 1/2 kg matiasów
- pęczek szczypiorku
- 1 szalotka
- 4 łyżki dobrego oleju
- 1,5 łyżeczki octu
- pieprz, cukier do smaku
Śledzie trzeba wymoczyć w zimnej wodzie. Trzymam je ok. godziny i w tym czasie zmieniam ją 2-3 razy. Po wymoczeniu kroję matiasy na niewielkie kawałki i wrzucam do miski. Szczypiorek i szalotkę siekam, dodaję do śledzi. Wszystko skrapiam olejem i octem. Mieszam. Doprawiam do smaku pieprzem i odrobiną cukru. Gdybym moczyła je dłużej zapewne potrzebna byłaby sól.
Tak przygotowane przekładam do słoika i odstawiam do lodówki na co najmniej 24 godziny.
Pozdrawiam :)
wtorek, 16 września 2014
Grillowane miodowe figi z gorgonzolą.
Po małej przerwie wracam z czym niewielkim ale na prawdę bardzo pysznym i eleganckim.
Przystawka ta przygotowana była na niebyle jaką okoliczność i serwowana z dobrym, czerwonym winem. Figi świetnie smakują z gorgonzolą, dlatego ja zawsze mam ochotę na kolejne kęsy i kolejne i kolejne...
Zapraszam!
Składniki:
- figi
- opakowanie sera gorgonzola (150 g)
- 3-4 łyżki miodu (ja lubię ten o mocnym i wyraźnym smaku np. gryczany)
- 2 łyżki octu balsamicznego
- olej z orzechów laskowych
Ścinam czubek każdej figi, a następnie nacinam każdą na krzyż, pamiętając by ich nie przeciąć. Delikatnie rozchylam każdy owoc i polewam miodem. Tak przygotowane grilluję lub smażę na beztłuszczowej patelni kilka minut. W międzyczasie dzielę gorgonzolę na mniejsze kawałeczki.
Na drugiej patelni lub małym rondelku redukuję ocet balsamiczny z dwiema łyżkami miodu. Trwa to kilka minut, trzeba pilnować, żeby nic się nie przypaliło. Na początku zredukowany sos nie jest gęsty, ale kiedy ostygnie zamienia swoją konsystencję.
Ugrillowane figi układam na półmisku, który polałam zredukowanym balsamico. Do środka każdej nakładam gorgonzolę i skrapiam całość odrobiną oleju z orzechów laskowych.
Teraz zostaje już tylko nalać sobie dobrego, czerwonego wina do kieliszka i rozsmakować się w tych pysznościach :)
Przystawka ta przygotowana była na niebyle jaką okoliczność i serwowana z dobrym, czerwonym winem. Figi świetnie smakują z gorgonzolą, dlatego ja zawsze mam ochotę na kolejne kęsy i kolejne i kolejne...
Zapraszam!
Składniki:
- figi
- opakowanie sera gorgonzola (150 g)
- 3-4 łyżki miodu (ja lubię ten o mocnym i wyraźnym smaku np. gryczany)
- 2 łyżki octu balsamicznego
- olej z orzechów laskowych
Ścinam czubek każdej figi, a następnie nacinam każdą na krzyż, pamiętając by ich nie przeciąć. Delikatnie rozchylam każdy owoc i polewam miodem. Tak przygotowane grilluję lub smażę na beztłuszczowej patelni kilka minut. W międzyczasie dzielę gorgonzolę na mniejsze kawałeczki.
Na drugiej patelni lub małym rondelku redukuję ocet balsamiczny z dwiema łyżkami miodu. Trwa to kilka minut, trzeba pilnować, żeby nic się nie przypaliło. Na początku zredukowany sos nie jest gęsty, ale kiedy ostygnie zamienia swoją konsystencję.
Ugrillowane figi układam na półmisku, który polałam zredukowanym balsamico. Do środka każdej nakładam gorgonzolę i skrapiam całość odrobiną oleju z orzechów laskowych.
Teraz zostaje już tylko nalać sobie dobrego, czerwonego wina do kieliszka i rozsmakować się w tych pysznościach :)
Smacznego!
środa, 27 sierpnia 2014
Pomidory pod kołderką - świetna, prosta i szybka przystawka.
Dziś będzie znów pomidorowo. No co ja na to poradzę, że tak uwielbiam...
Ale będzie też szybko i smakowo i zapachowo :) Szybka przystaweczka z pomidorków, polana sosem czosnkowym i posypana parmezanem. Świetnie sprawdza się jako dodatek np. przy grillu.
Przepis na nią pokazała mi moja koleżanka ze studiów, Justyna. Do dziś jestem Jej za to wdzięczna :)
Zapraszam!
Składniki:
- pomidory (kilka sztuk)
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki majonezu
- 3 łyżki gęstego jogurtu naturalnego lub greckiego
- sól, pieprz
- tarty parmezan
Pomidorki myję, osuszam i kroję na nieregularne kawałki, albo w ósemki. Układam na półmisku kawałek przy kawałku. Biorę się za sos - majonez mieszam z jogurtem, wyciskam praską czosnek i dodaję do bazy jogurtowo-majonezowej. Mieszam i doprawiam solą i pieprzem. Sosem polewam pomidorki, a wszystko posypuję drobno startym parmezanem.
Gotowe!
Sos można przygotować wcześniej, ale zalecam polać nim pomidorki tuż przed podaniem na stół.
Ale będzie też szybko i smakowo i zapachowo :) Szybka przystaweczka z pomidorków, polana sosem czosnkowym i posypana parmezanem. Świetnie sprawdza się jako dodatek np. przy grillu.
Przepis na nią pokazała mi moja koleżanka ze studiów, Justyna. Do dziś jestem Jej za to wdzięczna :)
Zapraszam!
Składniki:
- pomidory (kilka sztuk)
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki majonezu
- 3 łyżki gęstego jogurtu naturalnego lub greckiego
- sól, pieprz
- tarty parmezan
Pomidorki myję, osuszam i kroję na nieregularne kawałki, albo w ósemki. Układam na półmisku kawałek przy kawałku. Biorę się za sos - majonez mieszam z jogurtem, wyciskam praską czosnek i dodaję do bazy jogurtowo-majonezowej. Mieszam i doprawiam solą i pieprzem. Sosem polewam pomidorki, a wszystko posypuję drobno startym parmezanem.
Gotowe!
Sos można przygotować wcześniej, ale zalecam polać nim pomidorki tuż przed podaniem na stół.
Miłego dnia życzę :)
Etykiety:
małe co nieco,
parmezan,
pomidory,
pomidory pod pierzynką,
przystawka,
sos czosnkowy
czwartek, 24 lipca 2014
Mój pierwszy ser wędzony a'la oscypek.
Dziś będzie szybki wpis, ale za to bardzo aromatyczny :)
Uwędziłam dziś mój pierwszy ser. W smaku przypomina oscypek, jest słonawy, delikatny i ciągle mam ochotę na więcej. Podjadam co chwilę po kawałeczku i jeden z serków dzięki temu już kończy swój żywot...
Przepis na ten ser pochodzi z bloga o którym już wspominałam - www.wyrobydomowe.blox.pl.
Podaję link do przepisu i polecam wypróbować: http://wyrobydomowe.blox.pl/2009/11/Serki-a.html
Ja oczywiście zrobiłam swoje serki z dużo mniejszej ilości mleka. Trochę mi szkoda, bo rozsmakowałam się w tym rarytasie i jak się skończy będzie ciężko...
Uwędziłam dziś mój pierwszy ser. W smaku przypomina oscypek, jest słonawy, delikatny i ciągle mam ochotę na więcej. Podjadam co chwilę po kawałeczku i jeden z serków dzięki temu już kończy swój żywot...
Przepis na ten ser pochodzi z bloga o którym już wspominałam - www.wyrobydomowe.blox.pl.
Podaję link do przepisu i polecam wypróbować: http://wyrobydomowe.blox.pl/2009/11/Serki-a.html
Ja oczywiście zrobiłam swoje serki z dużo mniejszej ilości mleka. Trochę mi szkoda, bo rozsmakowałam się w tym rarytasie i jak się skończy będzie ciężko...
Pozdrawiam :)
Etykiety:
a'la oscypek,
bez mięsa,
domowy ser,
przystawka,
ser,
ser wędzony
poniedziałek, 21 lipca 2014
Zapiekane pieczarki faszerowane.
Wczoraj miałam pieczarkową niedzielą. Przyciągnęłam do domu całą siatkę, więc mi się z nimi nie nudziło. Większą część oczyściłam, obgotowałam i kiedy wystygły poporcjowałam i zamroziłam. Będą do dalszej obróbki. Zostawiłam sobie kilka pięknych okazów, bo od razu zachciało mi się zapiekanych pieczarek z farszem.
Zapraszam!
Składniki: (na 8 sztuk)
- 8 dużych pieczarek
- 15 dag mielonego mięsa z łopatki lub szynki wieprzowej
- ser mozzarella (ile kto lubi)
- pół średniej cebulki
- ząbek czosnku
- 1 duży pomidor
- ulubione zioła
- sól, pieprz
- bułka tarka do posypania
- natka pietruszki lub szczypior
- oliwa z oliwek
Pieczarki trzeba oczyścić, obrać i odciąć od nich nóżki. Jeśli nóżki są ładne, siekam je w kostkę. To samo robię z cebulą i czosnkiem. Rozgrzewam patelnię z olejem, wrzucam cebulkę, czosnek i podduszam. Pilnuję, by się nie przypaliły. Dodaję mięso, po chwili posiekane nóżki pieczarek i duszę. Pomidora sparzam, pozbawiam skórki i kroję w kostkę. Wrzucam na patelnię wraz z ulubionymi ziołami. Duszę tak długo, aż pomidory się całkiem rozpadną. No koniec doprawiam solą i pieprzem. Farsz musi ostygnąć, dopiero wtedy dodaję ser i posiekaną natkę.
Kapelusze pieczarek układam na blasze, każdy kropię oliwą, lekko solę i oprószam tymiankiem. Dopiero teraz obficie układam na nich farsz. Na koniec posypuję kolejno nadziane grzyby bułką tartą - będą chrupiące po upieczeniu.
Zapiekam je w temp. 180 stopni, termoobieg, aż puszczą wodę i kapelusze będą miękkie.
Podaję na ciepło.
Zapraszam!
Składniki: (na 8 sztuk)
- 8 dużych pieczarek
- 15 dag mielonego mięsa z łopatki lub szynki wieprzowej
- ser mozzarella (ile kto lubi)
- pół średniej cebulki
- ząbek czosnku
- 1 duży pomidor
- ulubione zioła
- sól, pieprz
- bułka tarka do posypania
- natka pietruszki lub szczypior
- oliwa z oliwek
Pieczarki trzeba oczyścić, obrać i odciąć od nich nóżki. Jeśli nóżki są ładne, siekam je w kostkę. To samo robię z cebulą i czosnkiem. Rozgrzewam patelnię z olejem, wrzucam cebulkę, czosnek i podduszam. Pilnuję, by się nie przypaliły. Dodaję mięso, po chwili posiekane nóżki pieczarek i duszę. Pomidora sparzam, pozbawiam skórki i kroję w kostkę. Wrzucam na patelnię wraz z ulubionymi ziołami. Duszę tak długo, aż pomidory się całkiem rozpadną. No koniec doprawiam solą i pieprzem. Farsz musi ostygnąć, dopiero wtedy dodaję ser i posiekaną natkę.
Kapelusze pieczarek układam na blasze, każdy kropię oliwą, lekko solę i oprószam tymiankiem. Dopiero teraz obficie układam na nich farsz. Na koniec posypuję kolejno nadziane grzyby bułką tartą - będą chrupiące po upieczeniu.
Zapiekam je w temp. 180 stopni, termoobieg, aż puszczą wodę i kapelusze będą miękkie.
Podaję na ciepło.
Pozdrawiam i miłego wieczorku życzę :)
Etykiety:
grzyby,
małe co nieco,
na ciepło,
pieczarki,
pieczarki zapiekane,
przystawka
wtorek, 15 kwietnia 2014
Carpaccio z wędzonego dorsza w towarzystwie konfitury z kopru włoskiego
Fenkuł. Raczej chyba jeszcze niezbyt popularny, kojarzony głównie jako herbatka. Sama bardzo rzadko po niego sięgam, dlatego postanowiłam to zmienić i kiedy w ręce wpadła mi piękna wędzona na zimno polędwiczka z dorsza wiedziałam, że to połączenie musi się udać :)
Ani chwili się nie wahałam i połączyłam te dwa smaki.
I powiem nieskromnie - Warto było !!!
Składniki:
- cieniutkie plastry polędwicy z dorsza (aby krojenie sprawnie poszło najlepiej polędwicę zmrozić)
- kapary
- pół średniej wielkości fenkuła
- 3 łyżki octu balsamicznego
- 1 łyżka miodu
- pieprz
- klarowane mało do smażenia
- ząbek czosnku
- pomidorki koktajlowe do dekoracji
- kapary
- olej z orzechów laskowych
Przygotowanie konfitury:
Fenkuła oczyszczam, odcinam zielone gałązki i pozbawiam jego twardej wierzchniej warstwy. Kroję pionowo w paski. Tak przygotowany obsmażam na klarowanym maśle na chrupko, dodaję ocet, a po chwili miód. Duszę do miękkości i dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek. Można dodać trochę pieprzu.
Zmrożoną polędwiczkę kroję na cieniutki plasterki i układam na talerzu wcześniej oprószonym mielonym kolorowym pieprzem. Rybę skrapiam delikatnie olejem z orzechów laskowych. Obok układam konfiturę. Smak przystawki uzupełniam kaparami i połówkami pomidorków.
Ani chwili się nie wahałam i połączyłam te dwa smaki.
I powiem nieskromnie - Warto było !!!
Składniki:
- cieniutkie plastry polędwicy z dorsza (aby krojenie sprawnie poszło najlepiej polędwicę zmrozić)
- kapary
- pół średniej wielkości fenkuła
- 3 łyżki octu balsamicznego
- 1 łyżka miodu
- pieprz
- klarowane mało do smażenia
- ząbek czosnku
- pomidorki koktajlowe do dekoracji
- kapary
- olej z orzechów laskowych
Przygotowanie konfitury:
Fenkuła oczyszczam, odcinam zielone gałązki i pozbawiam jego twardej wierzchniej warstwy. Kroję pionowo w paski. Tak przygotowany obsmażam na klarowanym maśle na chrupko, dodaję ocet, a po chwili miód. Duszę do miękkości i dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek. Można dodać trochę pieprzu.
Zmrożoną polędwiczkę kroję na cieniutki plasterki i układam na talerzu wcześniej oprószonym mielonym kolorowym pieprzem. Rybę skrapiam delikatnie olejem z orzechów laskowych. Obok układam konfiturę. Smak przystawki uzupełniam kaparami i połówkami pomidorków.
Polecam spróbować :)
wtorek, 8 kwietnia 2014
Szparagi pieczone w szynce parmeńskiej
Och, dziś coś dla mnie wyjątkowego. Pyszne, eleganckie i jednocześnie proste i szybkie.
Szparagi - uwielbiam je szalenie, po prostu!
A potrawę tą dedykuję wrażliwemu na kulinarne doznania podniebieniu :)
Składniki:
- pół pęczka zielonych szparagów
- kilka plastrów szynki parmeńskiej
- masło
- sól, cukier
- pomidorki koktajlowe
Szparagi myję i odcinam zdrewniałe końcówki. W wysokim garnku zagotowuję wodę z odrobiną soli i cukru. Zmniejszam ogień i wkładam szparagi na ok 10 minut, tak aby były miękkie ale się nie rozpadały. Oczywiście główki szparagów nie są zanurzone w wodzie. Gotowe szparagi wyjmuję na sito, odsączam i daję im chwilę na ostygnięcie. W między czasie nagrzewam piekarnik, temperatura 180 stopni, termoobieg. Biorę po 3 szparagi i owijam je plastrem szynki. Gotowe pęczki układam w naczyniu żaroodpornym, dodaję wiórki masła i zapiekam ok 10 minut, tak, żeby szynka się zrumieniła delikatnie.
Podaję z pomidorkami. Jak ktoś lubi można polać je jeszcze sosem balsamico (redukujemy na ogniu ocet balsamiczny z miodem lub cukrem).
Gotowe:)
Szparagi - uwielbiam je szalenie, po prostu!
A potrawę tą dedykuję wrażliwemu na kulinarne doznania podniebieniu :)
Składniki:
- pół pęczka zielonych szparagów
- kilka plastrów szynki parmeńskiej
- masło
- sól, cukier
- pomidorki koktajlowe
Szparagi myję i odcinam zdrewniałe końcówki. W wysokim garnku zagotowuję wodę z odrobiną soli i cukru. Zmniejszam ogień i wkładam szparagi na ok 10 minut, tak aby były miękkie ale się nie rozpadały. Oczywiście główki szparagów nie są zanurzone w wodzie. Gotowe szparagi wyjmuję na sito, odsączam i daję im chwilę na ostygnięcie. W między czasie nagrzewam piekarnik, temperatura 180 stopni, termoobieg. Biorę po 3 szparagi i owijam je plastrem szynki. Gotowe pęczki układam w naczyniu żaroodpornym, dodaję wiórki masła i zapiekam ok 10 minut, tak, żeby szynka się zrumieniła delikatnie.
Podaję z pomidorkami. Jak ktoś lubi można polać je jeszcze sosem balsamico (redukujemy na ogniu ocet balsamiczny z miodem lub cukrem).
Gotowe:)
A więcej zdjęć oczywiście na moim koncie na FB :)
Smacznego wieczoru życzę!
środa, 2 kwietnia 2014
Zapiekane, faszerowane pomidory
Jest to jeden z moich przysmaków, przy czym jest nieskomplikowany i szybki w przygotowaniu. Pomidory uwielbiam i pewnie nie raz będę zamęczała przepisami, w których grają pierwsze skrzypce. Wielkim plusem tego dania jest fakt, że można je bezkarnie i nieskończenie modyfikować "pod siebie".
Najlepiej smakuje w sezonie pomidorowym, zwłaszcza, jeśli ktoś ma dostęp do wiejskich, prawdziwie mięsistych pomidorków :)
Składniki:
- 5 sporych, dojrzałych pomidorów (najlepsze mięsiste i jędrne)
- 30 dkg mielonego wołowego mięsa
- pół średniej cebuli
- 3-4 łyżki ryżu ugotowanego na sypko
- ser mozzarella (według uznania)
- duża łyżka oleju
- sól, pieprz, ulubione zioła, natka pietruszki
Pomidorki myję, odcinam z góry i wydrążam kolejno, zachowując cały miąższ. Do pustych pomidorków wsypuję odrobinę soli i odwracam na talerzu do góry na kilka minut, tak by część soków wypłynęła.
Na patelni rozgrzewam olej, siekam drobno cebulę i podsmażam. Pilnuję, by się nie przypaliła. Następnie dodaję mięso i duszę chwilkę. Jeśli moje zioła są suszone dodaję je teraz. Do mięsa wrzucam wcześniej wydrążony miąższ i na wolnym ogniu wszystko dalej duszę, tak żeby woda odparowała i farsz zrobił się gęsty. Na koniec doprawiam solą, pieprzem i ziołami, jeśli mam świeże. Zostawiam do ostygnięcia. W międzyczasie nagrzewam piekarnik, termoobieg i 180 stopni. Pomidorki odwracam i przekładam do naczynia żaroodpornego. Wystudzony farsz łączę z serem, ryżem i częścią posiekanej natki. Mieszam. Nadziewam nim pomidory, nakrywam odkrojonymi wcześniej "czapeczkami" i wstawiam do zapieczenia. Nie podam ile minut to trwa, wszystko zależy do odmiany pomidorów, jaką dysponujemy. Ser w farszu ma się ładnie roztopić, ale pomidory nie mają się "rozciapać", mają być zapieczone i ciepłe ale nadal jędrne. To będzie widać.
Podaję gorące, zaraz po upieczeniu.
Najlepiej smakuje w sezonie pomidorowym, zwłaszcza, jeśli ktoś ma dostęp do wiejskich, prawdziwie mięsistych pomidorków :)
Składniki:
- 5 sporych, dojrzałych pomidorów (najlepsze mięsiste i jędrne)
- 30 dkg mielonego wołowego mięsa
- pół średniej cebuli
- 3-4 łyżki ryżu ugotowanego na sypko
- ser mozzarella (według uznania)
- duża łyżka oleju
- sól, pieprz, ulubione zioła, natka pietruszki
Pomidorki myję, odcinam z góry i wydrążam kolejno, zachowując cały miąższ. Do pustych pomidorków wsypuję odrobinę soli i odwracam na talerzu do góry na kilka minut, tak by część soków wypłynęła.
Na patelni rozgrzewam olej, siekam drobno cebulę i podsmażam. Pilnuję, by się nie przypaliła. Następnie dodaję mięso i duszę chwilkę. Jeśli moje zioła są suszone dodaję je teraz. Do mięsa wrzucam wcześniej wydrążony miąższ i na wolnym ogniu wszystko dalej duszę, tak żeby woda odparowała i farsz zrobił się gęsty. Na koniec doprawiam solą, pieprzem i ziołami, jeśli mam świeże. Zostawiam do ostygnięcia. W międzyczasie nagrzewam piekarnik, termoobieg i 180 stopni. Pomidorki odwracam i przekładam do naczynia żaroodpornego. Wystudzony farsz łączę z serem, ryżem i częścią posiekanej natki. Mieszam. Nadziewam nim pomidory, nakrywam odkrojonymi wcześniej "czapeczkami" i wstawiam do zapieczenia. Nie podam ile minut to trwa, wszystko zależy do odmiany pomidorów, jaką dysponujemy. Ser w farszu ma się ładnie roztopić, ale pomidory nie mają się "rozciapać", mają być zapieczone i ciepłe ale nadal jędrne. To będzie widać.
Podaję gorące, zaraz po upieczeniu.
Smacznego życzę i pozdrawiam :)
Więcej zdjęć na moim koncie na FB.
czwartek, 27 marca 2014
Śledzie z suszonymi pomidorami i czosnkiem, aromatyzowane rozmarynem.
Jestem wielką amatorką suszonych pomidorków w oleju. Co roku, w sezonie, robię spory ich zapas, a potem przez resztę miesięcy wykorzystuję na różne sposoby moje zapasy.
Lubię też śledzie i stąd właśnie mój pomysł na połączenie tych cudownych składników :)
Zapraszam!
Składniki... no właśnie, bo ich ilość zależy od ilości śledzi, jakimi będziemy dysponować. Napiszę po prostu jak to było u mnie :P
Składniki:
- ok. pół kg śledzi (wymoczonych wcześniej i pozbawionych nadmiaru soli)
- ok. półtora słoiczka suszonych pomidorów (nie żałowałam ich)
- kilka ząbków czosnku
- brązowy cukier do smaku
- przyprawa typu włoskiego*
- olej spod pomidorków
- ocet winny
- gałązki świeżego rozmarynu (opcjonalnie)
Wymoczone śledzie kroję na mniejsze kawałki, to samo robię z pomidorkami z zalewy. Na dno słoika wylewam odrobinę oleju spod pomidorków i wyciskam trochę czosnku, na to układam kilka kawałeczków śledzi posypuję przyprawą włoską, małą szczyptą cukru i skrapiam dosłownie kilkoma kroplami octu winnego i układam pokrojone w mniejsze części pomidorki. Nie żałuję ich. Ponownie polewam wszystko olejem i zaczynam układanie od nowa, aż do wyczerpania składników. Ważne, aby odstawić sobie na bok jeden ząbek czosnku. Kiedy wykorzystam już wszystkie składniki, to ten ząbek pokroję w plastry i poukładam na wierzchu, jeśli trzeba dolewam oleju, by śledzie były zakryte zupełnie i układam dla aromatu na wierzchu jeszcze gałązki świeżego rozmarynu.
Wszystko powinno się ze sobą łączyć minimum 24 h, ale po 48 smakuje jednak najlepiej.
Tylko, kto ma cierpliwość czekać, aż tyle...
* przyprawa typu włoskiego - ja robię sobie ją sama, mielę ususzone pomidory razem z bazylią i czosnkiem ale można też kupić gotową i wykorzystać.
Lubię też śledzie i stąd właśnie mój pomysł na połączenie tych cudownych składników :)
Zapraszam!
Składniki... no właśnie, bo ich ilość zależy od ilości śledzi, jakimi będziemy dysponować. Napiszę po prostu jak to było u mnie :P
Składniki:
- ok. pół kg śledzi (wymoczonych wcześniej i pozbawionych nadmiaru soli)
- ok. półtora słoiczka suszonych pomidorów (nie żałowałam ich)
- kilka ząbków czosnku
- brązowy cukier do smaku
- przyprawa typu włoskiego*
- olej spod pomidorków
- ocet winny
- gałązki świeżego rozmarynu (opcjonalnie)
Wymoczone śledzie kroję na mniejsze kawałki, to samo robię z pomidorkami z zalewy. Na dno słoika wylewam odrobinę oleju spod pomidorków i wyciskam trochę czosnku, na to układam kilka kawałeczków śledzi posypuję przyprawą włoską, małą szczyptą cukru i skrapiam dosłownie kilkoma kroplami octu winnego i układam pokrojone w mniejsze części pomidorki. Nie żałuję ich. Ponownie polewam wszystko olejem i zaczynam układanie od nowa, aż do wyczerpania składników. Ważne, aby odstawić sobie na bok jeden ząbek czosnku. Kiedy wykorzystam już wszystkie składniki, to ten ząbek pokroję w plastry i poukładam na wierzchu, jeśli trzeba dolewam oleju, by śledzie były zakryte zupełnie i układam dla aromatu na wierzchu jeszcze gałązki świeżego rozmarynu.
Wszystko powinno się ze sobą łączyć minimum 24 h, ale po 48 smakuje jednak najlepiej.
Tylko, kto ma cierpliwość czekać, aż tyle...
* przyprawa typu włoskiego - ja robię sobie ją sama, mielę ususzone pomidory razem z bazylią i czosnkiem ale można też kupić gotową i wykorzystać.
Są na prawdę pyszne, dlatego polecam wypróbować.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































