poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Zapiekana makaronowa z kurczakiem w sosie śmietanowo-serowym.

Witam :) Całkiem zapomniałam się przez weekend i nie dodawałam nowych przepisów. Wczoraj jednak, na FB, ktoś zapytał o przepis na danie z makaronem. Miało być z mięsem i konkretnie. Przypomniała mi się stara i sprawdzona zapiekanka makaronowa z kurczakiem i pieczarkami, z dużą ilością sera i w aromatycznym sosie. Danie jest szybkie i sycące, dodatek sosu sprawia, że zapiekanka nie jest sucha, a dodatek korniszona powoduje ciekawe przełamanie smaku.

Realizuję więc życzenie i jednocześnie zapraszam na zapiekankę :)


Składniki:

- 200 g makaronu tagliatelle
- nieduża podwójna pierś z kurczaka
- pół dużej cebuli
- 8 sporych pieczarek
- 2 duże korniszony
- sól, pieprz, tymianek, suszony czosnek
- olej do smażenia


Makaron trzeba ugotować w osolonej wodzie al dente. Nie dodaję do wody na makaron oleju.
Pierś z kurczaka myję, oczyszczam z błonek i kroję w paski. Cebulę siekam, ale niezbyt drobno, a pieczarki obieram i kroję w spora kostkę. Kurczaka doprawiam solą i pieprzem, obsmażam na złoty kolor. To sam robię z cebulą i pieczarkami, ale na osobnej patelni. Na olej wrzucam cebulę, podsmażam ale pilnuję, żeby się nie przypaliła. Wrzucam pieczarki, lekko solę i dodaję szczyptę suszonego tymianku. Smażę, aż soki wyparują, a całość nabierze złotego koloru.
Kurczaka mieszam z pieczarkami i cebulą, dodaję ugotowany makaron i pokrojonego w półplasterki korniszona. Wszystko mieszam dokładnie.


Sos śmietanowo - serowy:

- 330 ml śmietanki 30%
- 150 g mozzarelli
- 20 g gorgonzoli (ma dać tylko posmak w sosie, dlatego tak mało)
- sól, pieprz, suszony czosnek

Śmietankę podgrzewam w rondelku, dodaję gorgonzolę i z tych 150 g mozzarelli biorę małą garść i także dodaję. Sery mają się rozpuścić w śmietance. Doprawiam sos do smaku przyprawami.


Gotowym sosem zalewam makaron z dodatkami i mieszam, żeby wszystko się nim równomiernie pokryło. Przekładam wszystko do naczynia żaroodpornego, posypuję resztą sera i zapiekam, aż ser się zarumieni. Temperatura 200 stopni, termoobieg.


Smacznego życzę!






 
Miłego wieczorku życzę :)

środa, 13 sierpnia 2014

Lody mocno kakaowe.

Oj długo szukałam odpowiedniego dla mnie smaku. Przerobiłam różne warianty, różne ilości składników i w końcu znalazłam!
Mocno kakaowe lody, z dodatkiem kawałków czekolady - to moje prywatne małe niebo :)


Zapraszam!


Składniki:

- 2 żółtka
- 4 łyżki cukru trzcinowego
- 400 ml mleka 3,2%
- 200 ml kremówki 36%
- 5-6 łyżek dobrego, mocnego kakao
- posiekana czekolada (rodzaj i ilość według uznania)


Mleko, kakao i 2 łyżki cukru nastawiam w rondelku na nieduży ogień. Cukier ma się rozpuścić, a kakao i mleko mają się połączyć. Masa ma być gładka.
W tym czasie żółtka i pozostał cukier ucieram na puszysty kogel mogel. Jeszcze ciepłą masę kakaową dodaję pomału do utartych żółtek. Robię to powoli, żeby żółtka się nie ścięły. Odstawiam wszystko do wystygnięcia.
Kremówkę ubijam na sztywno i ręcznie mieszam z ostudzoną masą. Całość wkładam do lodówki na kilka godzin, chodzi o to, aby masa była zimna nim wleje ją do maszynki do lodów.

Dalej postępuję tak jak nakazuje producent mojej sorbetiery. Porcjami wlewam do maszynki moją masę i dodaję posiekaną na kawałki czekoladę. Gotowe lody przekładam do pojemniczka i przechowuję w zamrażarce.

Lody nie są bardzo słodkie, są też na prawdę mocno kakaowe, więc ilość kakao i cukru można modyfikować według uznania :)



 
 

 
Smacznego życzę :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Bagietki na zaczynie.

Przepis ten pochodzi z książki "Drożdżowe wypieki" pani Małgorzaty Zielińskiej. Bagietki wychodzą pyszne, mają wspaniały środek i wypieczoną chrupiąca skórkę.
Zachęcam wypróbować.

Zapraszam!



Składniki na zaczyn:

- 150 g mąki
- 90 ml wody
- 6 g drożdży świeżych (lub 3 g drożdży instant)

Składniki na zaczyn mieszam ze sobą, wychodzi nam dość gęste ciasto. Zaczyn najpierw leżakuje sobie godzinkę w temperaturze pokojowej, a potem szczelnie go przykrywam i wkładam na całą noc do lodówki. Autorka podaje, by było to co najmniej 8 godzin. w tym czasie zaczyn powinien podwoić swoją objętość.

Zaczyn należy wyjąć przed dalszą obróbką ok. 1 godzinę wcześniej.



Składniki na ciasto:

- zaczyn
- 400 g mąki
- 250 ml wody
- 6 g drożdży
- 1 i 1/2 łyżeczki soli

Do zaczynu dodaję większą część wody i lekko mieszam. W przepisie tego nie ma, ale ja dodałam letnią wodę, bo ciasto było dość zbite i łatwiej łączyło się z taką cieplejszą wodą. Wsypuję sól i mąkę, robię w niej zagłębienie i wkruszam tam drożdże. Zalewam je resztką letniej wodą, mieszam z odrobiną mąki i czekam, aż ruszą. Kiedy są gotowe zagniatam ciasto przez 2-3 minuty. Daję mu odpocząć kilka minut, a potem jeszcze raz wyrabiam przez 5 minut.
Ciasto wychodzi luźne, ale gładkie i bardzo elastyczne. Tak przygotowane pod przykryciem zostawiam do wyrośnięcia na ok. 1,5 h., aż podwoi objętość. Wyrośnięte ciasto wykładam na blat, odgazowuję i dzielę. Podzieliłam na 4 części, bagietki wyszły raczej cienkie. Jeśli ktoś preferuje grubszy wypiek radze podzielić na 3.
Każdą część rozciągam w prostokąt i składam na 3 wzdłuż krótszego boku. Mocno zlepiam brzegi i daję odpocząć bagietką 10 minut.
Po tym czasie roluję bagietki na posypanym mąką blacie, nie rozciągam ich. Autorka podaje, że ciasto nie powinno mieć pęcherzyków powietrza i pęknięć.
Bagietki układam w formie do ich wypieku i przykryte odkładam, aż nagrzeje się piekarnik. W czasie oczekiwania na pieczenie, bagietki nie powinny podwoić swojej objętości.
Piką się w temperaturze 240-250 stopni, u mnie góra-dół, w naparowanym piekarniku. Tuż przed włożeniem ich do pieczenia, nacinam ukośnie każda bagietkę skalpelem ukośnie. Piekę 15-20 minut, aż się zrumienią.



 
 

 
 
Polecam jeszcze raz, wypróbować przepis z książki pani Małgorzaty Zielińskiej


czwartek, 7 sierpnia 2014

Zupa krem podwójnie pomidorowa.

Sezon pomidorowy w pełni rozkwitu. Trzeba czerpać to dobro ile się tylko da. Ja się nie oszczędzam w tym temacie, dlatego dziś proponuję przepis na pyszny krem z pomidorów.


Zapraszam :)



Składniki na bulion:

- 1,5 l wody
- porcja kurczaka (wedle uznania)
- marchewka
- pietruszka
- 2 ząbki nieobranego czosnku
- pół małej cebulki
- por
- seler
- lubczyk
- listki świeżej bazylii, liść laurowy, ziele angielskie.

Z podanych składników gotuję esencjonalny bulion. Ma on się gotować na małym ogniu, dość długo, aż mocno się zredukuje. Nie solę bulionu, bo chcę, żeby wszystkie smaki się uwolniły i połączyły ze sobą. Listki bazylii dodaję pod koniec gotowania. Czosnek wrzucam z łupinkami, a cebulę opiekam nad ogniem, nim dodam do wywaru.
Nigdy nie przygotowuję zup, czy sosów na gotowych kostkach rosołowych.
Do tej zupy wybrałam akurat drobiowy wywar, bo jest delikatny, a jednocześnie pełen aromatu.



Składniki na krem:

- 8 sztuk dorodnych, dojrzałych pomidorów
- 1 słoiczek suszonych pomidorów (dodaję własnej roboty, mój słoiczek ma ok 150 ml)
- listki czerwonej i zielonej bazylii
- ząbek czosnku
- pół cebuli
- sól, pieprz
- odrobina trzcinowego cukru (można dodać zwykły)
- przygotowany wcześniej bulion

Pomidory myję, kroję na mniejsze części. Cebulę i czosnek siekam. Na rozgrzaną patelnię, u mnie ceramiczna, więc nie potrzebuję tłuszczu, wrzucam pomidory i duszę. Dodaję cebulę i czosnek wraz z bazylią. Zmniejszam ogień i po 5 minutach dodaję suszone pomidory ze słoiczka. Jeśli są duże można je pokroić. Dodałam także czosnek, z którym leżakowały moje pomidorki. Wszystko ma się dusić tak długo, aż się rozpadnie, a woda z pomidorów wyparuje. Blenderem ucieram zawartość patelni na gładką masę. Nie przecieram nic przez sito. Mam to szczęście, że posiadam dostęp do swojskich pomidorków, które są bardzo mięsiste, mają niewiele pestek i nie muszę nic przecierać. Całkowicie wystarcza dokładne zblendowanie.
Do tak przygotowanej masy pomidorowej dodaję porcjami bulion. Nie wlewam wszystkiego na raz, bo chcę mieć krem. Jeśli bulionu mi zostanie, przechowuję do w lodówce i mam gotową bazę np. do sosu. W lodówce może stać 7 dni, można też bulion zamrozić.
Krem doprawiam solą, pieprzem i odrobiną cukru.

Podaję na ciepło. Można udekorować śmietaną, gęstym jogurtem albo posypać grzankami i świeżą bazylią.





 
Smacznego!

niedziela, 3 sierpnia 2014

Pieczone ziemniaczki w foli z masłem i rozmarynem podane z twarogowym sosem czosnkowym.

Dziś szybciutko, ale pyszniutko.
Strasznie lubię pieczone ziemniaczki. Przygotowuję je na różne sposoby i dziś dzielę się z Wami moim smakiem na ziemniaki z folii, które można wrzucić na grill, gdzieś obok mięsa, albo zwyczajnie przygotować w piekarniku.

Zapraszam :)


Składniki:

- ziemniaki
- masło
- gałązki rozmarynu
- gruba sól morska
- folia aluminiowa


Wybieram ziemniaki, które są podobnej wielkości. Chodzi o to, aby tyle samo czasu się wszystkie piekły. Trzeba je dokładnie umyć. Każdego ziemniaczka osobno układam na foli i na wierzch każdego układam po niewielkim kawałku masła i rozmarynu. Na koniec posypuję solą i zawijam.
Wrzucam na rozpalony grill. Można też do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piekę do miękkości. Czas będzie zależał od wielkości ziemniaków.
Podaję na ciepło. Bardzo dobrze smakują z sosem.


Sos czosnkowy na twarożku:

- 100 g chudego twarożku
- 3 łyżeczki gęstego jogurtu
- 2 duże żabki czosnku
- łyżka posiekanego szczypiorku
- sól, pieprz


Twarożek mieszam z jogurtem na gładką masę. Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, szczypiorek i mieszam. Doprawiam do smaku solą i pieprzem. Sos powinien mieć wyraźny smak.





 
 
Miłej i smacznej niedzieli życzę :)
 

sobota, 2 sierpnia 2014

Roladki drobiowe z kozim serem i suszonymi pomidorami boczkiem otulone.

Dziś przepis z pomysłem na kurczaka w trochę innym wydaniu. Danie jest proste w przygotowaniu i w nie zajmuje dużo czasu. Jeśli ktoś nie przepada za kozim serem, można dodać inny, ulubiony, a mięso zamienić na indyka.


Zapraszam!

Składniki:

- 1 duża, podwójna pierś z kurczaka
- ser kozi, u mnie dojrzewający (można zamienić na inny rodzaj sera)
- mały słoiczek suszonych pomidorków
- cieniutko pokrojony boczek wędzony surowy - musi być go tyle, aby starczyło na dokładne i szczelne owinięcie nim roladek
- sól, pieprz


Piersi trzeba umyć i podzielić każdą na 2 równe płaty. Rozbijam je dość cienko - najlepiej robić to przez folię spożywczą - i oprószam solą i pieprzem. Wyjdą mi 4 roladki.

Mięso, w które potem coś zawijam, zawsze staram się dobrze rozbić. Ma być szerokie, a jego brzegi dodatkowo troszkę cieniej rozbite, wtedy roladki dobrze się formuje i nie rozchodzą mi się w czasie smażenia, duszenia czy pieczenia. Dla pewności, jak ktoś woli, można jeszcze takie roladki skrępować nićmi albo wykałaczkami. Przed podaniem na stół trzeba je usunąć.

Wracam do roladek :) Pomidorki, jeśli są duże, kroję na pół, a ser kroję na mniejsze części. Na każdej roladce układam spore porcje i sera i pomidorów. Nie żałuję farszu, gdyż to on nadaje smaku całej potrawie. Zawijam mięso dokładnie, składając brzegi do środka. Gotowe roladki owijam boczkiem. Jeśli plastry nie są zbyt duże i szerokie wtedy na roladkę zużywam kilka jego plastrów. Ważne, żeby szczelnie pokrywał mięso.
Na rozgrzanej ceramicznej patelni, bez tłuszczu, obsmażam roladki. Boczek się zarumieni, odda swój tłuszcz i smaczek, a także spowoduje, że soczystość kurczaka zostanie zachowana. Obsmażone roladki przekładam do naczynia żaroodpornego i zapiekam pod przykryciem przez 20 minut w temperaturze 180 stopni.

Gotowe do podania :)






 
Pozdrawiam i miłego weekendu życzę :*

czwartek, 31 lipca 2014

Akcja - "Lato zamknięte w słoiczku"

Kochani!

Jako zalogowana użytkowniczka na portalu Przepis na kobiete, zaaranżowałam akcję, po tytułem "Lato zamknięte w słoiczku".
Tym wydarzeniem chciałam zachęcić dziewczyny do podzielenia się swoimi sprawdzonymi przepisami na domowe przetwory.
Już mnie Klusi postawiła do pionu i przypomniała, że ja na blogu tutaj nic nie powiedziałam.
Właśnie już mówię i zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w tej akcji, a także do przyłączenia się do społeczności portalu.

Link do akcji:

http://przepis-na-kobiete.pl/event/146



Symbol akcji, a przepis na niego już wkrótce:)

 
Pozdrawiam!

wtorek, 29 lipca 2014

Waniliowe mini serniczki z wiśniową frużeliną.

Wczoraj naszła mnie ochota na jakieś kulinarne grzeszki :) Pisze grzeszki, bo wiadomo, czym grozi takie objadanie się nieprzyzwoicie dobrymi i kalorycznymi smakołykami.
Ale co tam, dziś wskakuję na orbitrek i jadę zgubić to, co przyswoiłam. A mini serniczki to niebo w gębie, są słodkie i kuszące. Smak przełamałam kwaśną wiśniową frużeliną, co by nie było zbyt monotonnie :)

Zapraszam!


Składniki (na 12 sztuk):

- 0,5 kg dobrego białego twarogu (ja miałam wiejski, swojski)
- 2 duże jajka (też wiejskie)
- 70 g trzcinowego cukru (można dać zwykły)
- pół laski mięsistej wanilii
- 100 ml słodkiej śmietanki 30% lub 36%
- 80 g kruchych ciasteczek
- 30 g klarowanego masła

Twaróg powinien być dobrze zmielony, najlepiej 2-3 razy.
Żółtka ucieram z cukrem na puszysty kogel-mogel, dodaję ziarenka z połowy laski wanilii.

Uwaga - tego co mi zostaje z wanilii nie wyrzucam, dzielę na pół i umieszczam w słoiczkach. W jednym mam biały cukier waniliowy, w drugim trzcinowy cukier waniliowy. Taka laska przez długi czas uwalnia aromat, a ja tylko sukcesywnie dosypuję cukier.

Do utartych żółtek dodaję porcjami ser i miksuję. Kiedy cały ser jest już połączony z żółtkami, pomału wlewam śmietankę. Na koniec ubijam białka na sztywno. Teraz już ręcznie będę je łączyła z masą serową.
Ciasteczka wrzucam do pojemnika blendera i zalewam je roztopionym klarowanym masłem, miksuję chwilę, aż się połączą.
Silikonowe foremki układam w formie do muffinek. Na spód każdej dodaję po łyżeczce masy ciasteczkowo-maślanej, wyrównuję i lekko dociskam. Następnie do foremek, po równo, wlewam masę serową.
Całość zapiekam ok. 30 minut, w temperaturze 150 stopni, termoobieg.
Po upieczeniu serniczki należy dobrze wystudzić, najlepiej zostawić ja na noc w chłonnym miejscu.

Frużelina wiśniowa:

- 400 g wiśni (nie ma znaczenia czy będą świeże, czy mrożone)
- łyżeczka soku z cytryny
- 2 płaskie łyżki trzcinowego cukru (można zastąpić zwykłym)
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Wiśnie zasypuję cukrem, dodaję sok z cytryny i ustawiam na niewielkim ogniu. Czekam, aż puszczą swój sok, a cukier się rozpuści. Jeśli wiśnie są mrożone, to czas gotowania musi być na tyle długi, aby się rozmroziły. Z tej ilości cukru frużelina nie wychodzi zbyt słodka, jednak mi o to właśnie chodziło. Zawsze można przed dodaniem mąki spróbować, czy stopień słodkości nam odpowiada i w razie czego dosłodzić :) Kiedy wiśnie puścił sok i nie widać już kryształków cukru, dodaję mąkę. Podaną jej porcję mieszam z niewielką ilością soku z wiśni i dodaję do całości. Na malutkim ogniu chwilę jeszcze czekam, cały czas mieszając, aż frużelina zacznie gęstnieć. Moja nie ma zbyt gęstej konsystencji, chciałam, aby spływała po serniczkach i ja pięknie otulała.

Frużeliną polewamy przestudzone serniczki. Możemy ją podawać na zimo i na ciepło. Jak to woli :)


Smacznego życzę!



 
Miłego dnia :*
 

sobota, 26 lipca 2014

"Żyjmy wiecznie!" - zmysłowa podróż dla nowoczesnych kobiet


 W zdaniu tym nie chodzi o rym

 lecz o prawdziwość słowa

 przy nim rym się chowa

 

 

Nowość! - tak krzyczą na czerwono w internetowych księgarniach. Zaglądam już do którejś z kolei i po raz kolejny to samo – okładka, inna niż wszystkie, przykuwa moją uwagę. Coś w niej jest, myślę sobie, no i sprawdzam wreszcie opis książki. Chcę wiedzieć, co się święci.

Debiut! Polski debiut! W połowie czytania fragmentu urywam... Muszę ją mieć! W całości, razem z tą okładką, trzymać w dłoni i czytać!

 

I mam. Przeczytałam.

Już wiem, że książka ta zostanie ze mną na zawsze.

 

„Żyjmy wiecznie!” to literacki debiut Adriana Saddlera.

Przyznam, zaskoczył mnie fakt, iż jest to pierwsza powieść tego autora. Ten lekki styl, przyjemna aura, która stale towarzyszy czytelnikowi i pełna swoboda, absolutnie nie potwierdzają informacji, która została zamieszczona na okładce.

Powieść czytało się wyśmienicie, właściwie jednym tchem i szybko. Jak dla mnie za szybko. Było mi przykro, kiedy odwracałam ostatnią kartkę i zdałam sobie sprawę, że moja podróż z tą lekturą dobiegła już końca. Pozostał we mnie czytelniczy niedosyt, który ma apetyt na kolejne dzieła pana Saddlera.

 

Uwielbienie dla płci pięknej, świat widziany oczyma prawdziwego fetyszysty, estety i konesera – to wszystko pokazuje czytelnikowi główny bohater powieści - Adrian.

Według mnie, książka ta to absolutny „must have” dla każdego, a zwłaszcza dla kobiet. Bogata w uwielbienie naszej płci, pochwały intelektu i sex-appealu.

 

Pełna fascynacji, życiowych prawd, przepięknych opisów i tajemniczości wyprawa, w którą zabiera nas autor, to przeżycie najwyższych lotów.

 

Historia Adriana rozgrywa się na różnych płaszczyznach czasoprzestrzeni. Wszystkie podróże, które on odbywa pozwalają mu znaleźć odpowiedź na fundamentalne pytania każdego z nas – Jak żyć? Jak być sobą? Jak uwierzyć? Jak odnaleźć siebie? Jak czerpać z życia to co najcenniejsze i najwspanialsze?

 

Powieść przeznaczona jest dla osób dorosłych. Zawiera opisy nieskrępowanego i wyuzdanego seksu, co tylko dodaje jej uroku i czyni jeszcze bardziej pożądaną w moich oczach. Bardzo się cieszę, że ktoś wreszcie poruszył ten temat i pokazał seks, który stanowi przecież integralną część naszego życia, w tylu różnych odsłonach. Autor pokazuje go prawdziwie i bez skrępowania. Oczami głównego bohatera poznajemy ten akt wielobarwnie – jako pożądanie, jako pasje, jako dziki instynkt i perwersję ale także jako czułość, przywiązanie i bezgraniczne oddanie drugiej osobie.

 

Na niekwestionowaną uwagę zasługuje także dbałość o najmniejsze szczegóły i realizm. Opisy wszelkich miejsc, topografia miast sprawiają, że czytelnik czuję się czynnym współpasażerem podróży Adriana. Spacerujemy z nim po ulicach Francji, słuchamy koncertów, bawimy się na jachcie... Krótko rzecz ujmując - kwiaty pachną, trawa jest zielona, a nylon szeleści z kart tej powieści.

 

Autor bardzo zgrabnie wplata też w swoje dzieło muzyczne dodatki. Od razu da się wyczuć, że pisała to osoba uwrażliwiona w tym temacie. Nie zdarzyło mi się wcześniej czytać książki, pod tym względem tak szeroko doskonałej. Te wtrącenia niesamowicie ubogacają „Żyjmy wiecznie!”, nadają swoistej świeżości i płynności w czytaniu. Momentami wydawało mi się, iż słyszę te wszystkie melodie.

 

Ta książka to zaczarowana wyprawa, podczas której czytelnik nie ma ani chwili na nudę. Zaskakujące sploty zdarzeń podsycają atmosferę i powodują, że ciężko się oderwać od lektury. Do dziś mam przed oczyma barwną łąkę, słyszę muzykę w filharmonii i widzę krople potu na czole Adriana w ciemną noc.

 

Charaktery bohaterów są wyraźne i czytelnik nie ma problemu, by zapamiętać ich w krótkim czasie. Bardzo ciekawe i nietuzinkowe są też historie tychże osobowości. Myślę, że  każdy znajdzie coś, co go zachwyci.

 

Jako pasjonatka sztuki kulinarnej, z wielką przyjemnością wspominam również pewne wystawne przyjęcie, które odbywa się na plaży. Urzekło mnie niesamowicie.

 

Bardzo zaciekawiły mnie także przeżycia senne, które przytrafiają się naszemu bohaterowi.

 

Miłość, przywiązanie, dzikie żądze, misja i ludzkie dramaty, chęć władzy i uległość, marzenia, przeznaczenie i tajemnica... Życie. Znajdujemy tu życie - w całej okazałości i rozciągłości, bez iluzji i zawoalowania tego, o czym na co dzień głośno się nie mówi.

Dlatego właśnie polecam każdemu wybrać się w podróż wraz z Adrianem i odkryć ten piękny świat zaklęty na kartach „Żyjmy wiecznie!”.

 

 





czwartek, 24 lipca 2014

Mój pierwszy ser wędzony a'la oscypek.

Dziś będzie szybki wpis, ale za to bardzo aromatyczny :)


Uwędziłam dziś mój pierwszy ser. W smaku przypomina oscypek, jest słonawy, delikatny i ciągle mam ochotę na więcej. Podjadam co chwilę po kawałeczku i jeden z serków dzięki temu już kończy swój żywot...

Przepis na ten ser pochodzi z bloga o którym już wspominałam - www.wyrobydomowe.blox.pl.
Podaję link do przepisu i polecam wypróbować: http://wyrobydomowe.blox.pl/2009/11/Serki-a.html

Ja oczywiście zrobiłam swoje serki z dużo mniejszej ilości mleka. Trochę mi szkoda, bo rozsmakowałam się w tym rarytasie i jak się skończy będzie ciężko...





 
Pozdrawiam :)